Przyjaciele przedsiębiorcy. Dacia Dokker i Renault Kangoo – test.

Powszechnie wiadomo, że najlepszym przyjacielem przedsiębiorcy jest urząd skarbowy – nigdy o nim nie zapomina. Podobną wiernością i chęcią podtrzymania kontaktu wykazuje się bank. Mądry przedsiębiorca wie jednak, że tych przyjaciół należy trzymać na dystans, a jedynym sposobem jest po prostu spłacanie należności.

Mądry przedsiębiorca wie jednak także, że jego najcenniejszym kapitałem są ludzie. Bez nich daleko by nie zajechał. Jeśli o nich nie dba, nie płaci, nie wspiera, oszukuje – może szybciutko zyskać dozgonną przyjaźń inspekcji pracy. No i najczęściej przestaje być przedsiębiorcą…

Doskonałym sposobem zadbania o pracowników jest zapewnienie im dobrych warunków pracy. Pod tym kątem dokonuje się inwestycji na przykład we flotę samochodów. Pracownik zadowolony to pracownik wydajny – to hasło powinno być podstawą filozofii kapitalizmu. Poszukując zatem idealnego dla firmy samochodu, warto zainteresować się komfortem użytkowania i łatwością posługiwania się przy wykonywaniu zadań. I tak na przykład dla wszystkich firm zajmujących się naprawami, serwisowaniem różnych urządzeń z dojazdem do klienta najlepszą ofertą będą małe samochody dostawcze. Najlepiej w wersji od razu choć trochę przystosowanej do działalności.

Zatem co wybrać?

Do wyboru mamy wiele samochodów, ja zdecydowałem się porównać ofertę Renault. O moje względy zabiegać więc będą Dacia Dokker i Renault Kangoo. Oba z identycznym zespołem napędowym – świetnie znany silnik 1,5 dCi o mocy 90 KM i pięciobiegową skrzynią manualną. To nie ułatwia decyzji, szczególnie że oba samochody uzyskały identyczne spalanie – 5,9 litra na 100 km.

Tak Dacia, jak i Renault są też już wyposażone w podstawową zabudowę warsztatową. Dacię doposażono już po opuszczeniu fabryki, Renault ma natomiast zabudowę fabryczną sygnowaną Renault Tech. Skupmy się więc na różnicach, skoro parametry eksploatacyjne są jednakowe, to wyposażenie będzie czynnikiem decydującym o zakupie.

Przestrzeń bagażowa.

Oba samochody to furgony z jednymi drzwiami odsuwanymi z prawej strony i dwuskrzydłowymi drzwiami tylnymi. Brak drzwi na lewej burcie wykorzystano zabudowując ją półką do przewozu narzędzi czy części. To zresztą jedyna zmiana wprowadzona w Dokkerze, w Kangoo jest ich trochę więcej. W Dacii zastosowano aluminiową półkę wyposażoną na jednym poziomie w plastikowe pojemniki na drobiazgi, w bardzo cwany sposób zamocowane na czas jazdy. Łatwość utrzymania porządku jest zaletą tego rozwiązania, jego wadą zaś hałas podskakujących na nierównościach pojemników.

Podłoga wyłożona jest antypoślizgową wykładziną, ale ściany to głównie goła blacha, tyle, że pokryta czarną, może nieco bardziej odporną na zarysowania farbą. Większe przedmioty można zamocować wykorzystując uchwyty w podłodze. Całość jednak sprawia bardzo porządne wrażenie, a aluminiowa półka na pewno okaże się wytrzymała. Podobna półka w Kangoo wykonana jest dużo gorzej, z niezbyt starannie obrobionej sklejki. Nie ma też pojemników na drobne przedmioty, trzeba je organizować i mocować we własnym zakresie. Jest dzięki temu ciszej, bo nic się nie tłucze.  Za to ściany obite są sklejką, a z prawej strony za drzwiami mamy listwę mocującą z fabrycznym pasem. Czyli na przykład serwisant pralek, jeśli nie da rady naprawić sprzętu na miejscu, może go spokojnie i bezpiecznie zabrać do warsztatu.

Tylne drzwi Kangoo są przeszklone, a szyby zabezpieczone stalową kratą. Słusznie – problem polega jednak na tym, że okna są w ogóle niepotrzebne, bo przegroda za kabiną kierowcy nie ma okienka. Przeszklone drzwi mogą więc służyć jedynie ciekawskim, którzy do wnętrza chcą zajrzeć. A to nie jest nam przecież potrzebne, wewnątrz mogą być różne cenne narzędzia czy części.

Gdy zabraknie miejsca w środku, można dołożyć poprzeczki do relingów Dokkera i sporo na nie załadować. Kangoo relingów nie ma, ma za to już poprzeczki. Niestety, wykonane z dość grubych profili i potwornie hałasujące przy wyższych prędkościach.

Kabina.

Kierowcom natomiast oba samochody oferują bardzo podobne warunki pracy. Jest to, co najważniejsze, czyli manualna klimatyzacja, centralny zamek oraz elektrycznie sterowane i ogrzewane lusterka. Oba samochody mają tylko poduszkę powietrzną kierowcy. Dlaczego – nie wiem, tym bardziej, że Kangoo ma trzyosobową kabinę. Nie jest zbyt wygodne to środkowe miejsce, ale usiąść się na nim da. Przy dwóch osobach jego oparcie można złożyć i traktować jako dodatkową półkę na dokumenty lub telefon. Przydaje się też jako podłokietnik.

Prawe siedzisko można też podnieść uzyskując dostęp do sporego pojemnika. Siedzenie nie jest jednak w żaden sposób regulowane a więc nie każdemu będzie na nim wygodnie. W Kangoo mamy też zestaw multimedialny R-Link z nawigacją. Dacia jest tego udogodnienia pozbawiona, do dyspozycji jest tylko proste radio, za to z zestawem głośnomówiącym Bluetooth. Dużą przewagą Kangoo są też czujniki cofania, rzecz w „blaszaku” pozbawionym widoczności do tyłu niezwykle przydatna.

Który wybrać?

Który zatem wybrałbym jako odpowiedzialny i dbający o pracowników przedsiębiorca? Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Za Kangoo przemawia lepsze wyposażenie, ale z kolei część warsztatowa (czyli w sumie półka na narzędzia) w Dokkerze jest dużo lepiej wykonana. Oba samochody trzeba natomiast traktować jako bazę do dalszych modyfikacji, pozwalających jak najlepiej dostosować je do rodzaju naszej działalności. I to właśnie ogólny koszt zakupu i przeróbek powinien stać się czynnikiem decydującym o wyborze. Bo to jasne, że Dacia jest tańsza, ale czy będzie taka po ostatecznym doposażeniu? Czy dodatki obecne już w Kangoo są warte wyższej ceny? To już pytania, na które przedsiębiorca musi sam sobie odpowiedzieć.

Tekst i zdjęcia: Bartosz Ławski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *