Skaut zabójca. Skoda Octavia Scout – test

Skoda Octavia. Królowa sprzedaży, podstawa większości flot. Wystarczy wyjść na ulicę i rozejrzeć się, a na pewno jakaś Octavia znajdzie się w zasięgu wzroku. Samochód idealny dla wszystkich, którzy nie lubią się wyróżniać. Bo jak tu się wyróżnić jadąc Octavią? Można. Ostra czerwień lakieru, dziewiętnastocalowe felgi, podwyższony o dwa centymetry prześwit i osłony zderzaków oznaczają, że mamy do czynienia z wersją Scout. Najrzadziej spotykaną, ale też jedyną, za którą wędrują zaciekawione spojrzenia.

Wersja uterenowiona

Lekko podniesione kombi nie są niczym nowym, pierwszym był AMC Eagle z roku 1980. Potem doszły Subaru Outback, Volvo Cross Country i cała reszta. Dzisiaj takie samochody mają w ofercie prawie wszyscy producenci. To, oczywiście, pierwszy stopień „uterenowienia” samochodu. Wyższe zawieszenie i napęd na cztery koła pozwalają zjechać na drogę gruntową, ale to też i tyle. Na więcej nie pozwolą choćby zwyczajne szosowe opony. Przypominam jednak, że dzisiaj większość SUV-ów ma napęd tylko na przód, może się więc zdarzyć, że uterenowione kombi zajedzie dalej. Łatwiej też pociągnie przyczepę.

Przepis na sukces

Skoda Octavia Scout dobrze wykorzystuje ten przepis na sukces. Ma wszystkie zalety normalnej Octavii, a więc przestronne wnętrze i ogromny bagażnik. Dodatkowo wersja Scout już w podstawie wyposażona jest więcej niż przyzwoicie. Samochód testowy natomiast był dodatkami upchany aż po szklany dach (otwierany). Elektrycznie sterowane fotele z pamięcią ustawień dla kierowcy, dziewięciocalowy ekran centralny, cyfrowe wskaźniki, świetnie grające opcjonalne audio Cantona, elektryczna klapa tylna i tak dalej. No i, naturalnie, cały zestaw asystentów kierowcy, z systemem automatycznego parkowania włącznie. Parkowania także z przyczepą, dodajmy.

W połączeniu ze świetnie dobranymi materiałami we wnętrzu i delikatną alcantarą na siedzeniach trudno Octavię Scout nazwać samochodem budżetowym. To raczej produkt premium marki masowej, taka demonstracja możliwości.

Mimo podniesionego zawieszenia Skoda Octavia Scout nie traci komfortu jazdy, w sumie więcej odbierają go niskoprofilowe opony niż ledwo dobiegające do kabiny dźwięki przy pokonywaniu poprzecznych nierówności. Te mniejsze w ogóle są dla Scouta niezauważalne.

Napęd

Trudno też narzekać na silnik – 2.0 TDI o mocy 177 KM sprzężone z siedmiostopniową DSG naprawdę nie ma problemu z napędzeniem Scouta. Potrafi przy tym zadowolić się niewielkimi dawkami oleju napędowego. W spokojnie pojechanej trasie zużycie spadło do 5 litrów, natomiast w miejskich korkach i przy stale włączonej klimatyzacji wzrosło do siedmiu. Dla tej wielkości samochodu z napędem na cztery koła wartości absolutnie do zaakceptowania.

Dla kogo zatem Scout?

Ze Scoutem jest natomiast jeden problem – to Skoda. I to droga, dobrze wyposażony egzemplarz bez problemu dobija do dwustu tysięcy złotych. Tyle za Skodę, przecież to żaden prestiż. A niektórym na nim bardzo zależy, do tego stopnia, że są gotowi wydać sto tysięcy więcej za porównywalne Audi A4 Allroad. Dla mnie bez sensu, bo to naprawdę dopłata za znaczek. Poza tym jeśli kupimy Skodę, żadnemu „życzliwemu” sąsiadowi nie przyjdzie do głowy podzielenie się podejrzeniami z Urzędem Skarbowym. Przecież to tylko Skoda…

Tekst: Bartosz Ławski, Zdjęcia: Paweł Bielak.

Nasze pozostałe testy samochodów znajdziecie tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.