Druga litera. Test Mercedes B200d

„To nie jest prawdziwy Mercedes” – orzekli fani marki, dziennikarze i cała reszta ekspertów na widok pierwszej klasy A. Faktycznie, ponad dwadzieścia lat temu ten samochód był po prostu dziwny. Niby mikrovan, niby sprytnie skonstruowany, ale przy okazji brzydki jak nie wiadomo co. Po jakimś czasie wprowadzono klasę A z dłuższym rozstawem osi, potem ją wycofano i wprowadzono klasę B, równie, zdawałoby się, pozbawioną sensu. Co prawda było to w czasach, kiedy wszystko musiało być vanem, tak jak dzisiaj wszystko musi być SUV-em.

Nowa klasa B

Ale kilka lat temu klasa A przeszła rewolucję i stała się zwyczajnym, ładnym hatchbackiem o dość sportowej sylwetce. I nagle okazało się, że większa klasa B wcale nie jest taka bezsensowna, bo mniejszy model stracił jakiekolwiek cechy vana. A dla osób przyzwyczajonych do pojemniejszych nadwozi stał się po prostu ciasny. W zeszłym roku pojawiła się nowa klasa A, nadal będąca sportowo wyglądającym hatchbackiem, naturalną więc rzeczy koleją przedstawiono także nową klasę B. Właściwie ten nowy model nie wygląda jak mały van, tylko jak trochę większy hatchback. Przestrzeni jest w nim jednak naprawdę dużo, jest więc idealną ofertą dla osób, które w modelu A czują się z lekka klaustrofobicznie.

Napęd

W nowym modelu umieszczono także nowe silniki, z których najciekawszy to dwulitrowy turbodiesel o symbolu OM 654q. Dzięki rozbudowanemu systemowi oczyszczania spalin spełnia on normę Euro 6d, emitując mniej CO₂ niż silniki benzynowe. Ot, zagadka ekologii… Do tego ośmiostopniowa skrzynia dwusprzęgłowa. 150 KM z dwulitrowego diesla to nie jest wynik rekordowy, ale samochód jest zadziwiająco dynamiczny. Co najważniejsze, mało pali. W mieście wyszło 5,5 litra – więcej o litr, niż deklaruje producent, ale gdyby dołączyć do tego jazdę ze stałą prędkością w trasie, te 4 litry dałoby się pewnie osiągnąć.

Wnętrze

Klasa B dzieli wiele elementów wnętrza z mniejszym kuzynem. Pierwszym, rzucającym się w oczy elementem jest zajmujący 2/3 szerokości wnętrza ekran. To zamknięte w jednej ramie dwa wyświetlacze – ten kierowcy z zegarami i centralny z resztą tego, co na ogół na centralnym ekranie się pojawia. Jakość obrazu i czytelność wskazań są rewelacyjne, jest też wiele możliwości personalizacji. Nieco przyzwyczajenia wymaga natomiast obsługa – można wybierać funkcje dotykowo na centralnym ekranie, przy pomocy touchpada na tunelu środkowym, bądź też zwykłymi przyciskami. Na kierownicy także znajdują się miniaturowe touchpady, ale ich obsługa nie jest intuicyjna i tak naprawdę zabiera zbyt wiele uwagi, którą należy poświęcić na obserwowanie drogi.

Jest też head-up display, ale jak dla mnie zajmuje zbyt wiele miejsca na szybie, nieco ograniczając widoczność. Może to kwestia ustawienia fotela, gdybym go podniósł, pewnie widziałbym więcej. Ale pozycja za kierownicą byłaby wtedy daleka od bezpiecznej. Jednak i bez HUD kierowca ma w zasięgu wzroku wszystko, co może mu być potrzebne. Pochwalić też należy umiejscowienie przycisku wyłączającego system start-stop. Mercedes wie, o co chodzi, i umieścił go tuż pod przyciskiem uruchamiającym silnik. Ekologia ekologią, ale wiemy, że nie wszyscy ten system kochają…

Tradycja

Reszta – jak to w Mercedesie, do jakości materiałów i wykończenia trudno się przyczepić. Może trochę zbyt wiele elementów wykończono lakierem „piano black” – u mnie wywołuje on nerwicę natręctw i bez przerwy wycieram wszystkie zostawione na nim ślady. Tak, te niewidoczne też. Jedynym problemem są dla mnie dźwignie pod kierownicą. Jak to w Mercedesie, lewą obsługuje się kierunkowskazy i wycieraczki, a prawą przełącza biegi. Ten układ nie zmienił się od ponad półwiecza, zna go każdy, kto choć raz w życiu jeździł Mercedesem.

Ukłonem w stronę tradycji jest też przycisk elektrycznego hamulca pomocniczego, umieszczony z lewej strony pod przełącznikiem świateł. Czyli tam, gdzie zwalniało się hamulec pomocniczy od czasów chyba modelu w 108. Czemu zatem mam problem z dźwigienkami? Otóż to jedyny element, który nie sprawia solidnego wrażenia. Wykonane są z taniego, szarego plastiku i wyglądają, jakby mogły się złamać pod byle naciskiem. Może się czepiam, ale jak chcemy być premium, to już bądźmy.

Nowa klasa B ma zatem dużo więcej sensu, niż poprzednie modele. Doskonale wypełnia lukę rynkową, wreszcie trafia do właściwego klienta, a przy okazji nie jest sztucznie stylizowana na SUV-a czy crossovera. To zarezerwowano dla domykającego gamę nowego modelu GLA. Wygląda on trochę jak przerobiona na crossovera B-klasa, ale swoich klientów też pewnie znajdzie.

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak.

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE, uzyskując dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *