Wielkie budowy socjalizmu.

Gdy w grę wchodzą duże pieniądze, chętnych do zarobienia nie zabraknie. A kiedy sponsorem jest państwo, liczyć się z wydatkami za bardzo nie trzeba. Tak powstają różne projekty, z reguły opatrzone jakimś górnolotnym, a chwytliwym propagandowo hasłem. Polski samochód elektryczny, żeby nie rzec narodowy, jest jednym z nich. Taki sztandarowy projekt, jak Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej, czy budowa Huty Katowice. A nie, to już było…

Za każdym razem należałoby zacząć od pytania: po co? Czy to naprawdę jest potrzebne, uzasadnione ekonomicznie, a wreszcie – realistyczne? Ale głupich pytań nikt nie zadaje, ważne, żeby kasa się zgadzała. Może da się coś wykroić dla siebie z tego tortu. W kwestii elektromobilności pytań jest jeszcze więcej. Tak, rząd musi na to wydawać, są uzgodnienia międzynarodowe, różne pakiety klimatyczne, regulacje itd. Może jednak wydawać mądrze, zaczynając od właściwej strony. A może głupio, zaczynając od końca, czyli od wielkiej budowy socjalizmu właśnie.

Nie wierzę w powodzenie pokazanego dzisiaj projektu pod marką Izera. Właściwie nic o nim nie wiadomo, poza tym, że do jego produkcji mają być użyte niewiadomego pochodzenia komponenty. Można oczekiwać, że po prostu importowane. Polski, narodowy samochód elektryczny okaże się zatem – jeśli w ogóle naprawdę powstanie – kosmopolitycznym składakiem.

A można było inaczej. Od programu zachęt dla kupujących samochody nie tylko elektryczne, ale też zasilane innymi paliwami alternatywnymi, jak CNG czy etanol. Od wsparcia przy wymianie całego parku samochodowego, tak żeby pozbyć się pojazdów nie spełniających choćby normy Euro IV. A przy elektromobilności – od budowy sieci stacji ładowania, powszechnie dostępnych i tanich. Bo dzisiaj naładowanie elektryka czy hybrydy plug-in to droga przez mękę.

Przede wszystkim zaś – od poprawienia tzw. miksu energetycznego. Bo ładowanie miliona samochodów elektrycznych prądem pochodzącym głównie z węgla to kpina z ekologii.

Ale mamy, co mamy. Zaprezentowano z hukiem dwa autka, z których tylko jedno podobno jeździ. Drugie już widać nie musi. Ważne, że kasa się zgadza i zgadzać się będzie jeszcze długo. Do czasu, aż o projekcie nikt już nie będzie pamiętać. A wtedy co się zrobi – tak, oczywiście – protokół zniszczenia. Bo po to jest ten miś na miarę naszych czasów. Koniaczku?

Redakcja Overdrive.com.pl

Komunikat prasowy marki IZERA znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.