Trzecia runda Mistrzostw Polski Rallycross 2020

W ostatni weekend września odbyła się trzecia runda Mistrzostw Polski Rallycross 2020, w której walczyła ponad setka zawodników. Po raz trzeci rywalizacja odbywała się na gościnnym torze Autodrom Słomczyn. Przed zawodnikami jeszcze jedna, czwarta runda, według kalendarza ma się ona odbyć za miesiąc na torze Slovakiaring. Tor ten położony jest około 300 kilometrów na południe od polskiej granicy w stronę stolicy Słowacji, Bratysławy. W związku z drugą falą pandemii te plany mogą się jednak zmienić, kto wie czy czwarta runda Mistrzostw Polski Rallycross 2020 nie odbędzie się znowu w Słomczynie. Decyzja ma zapaść wkrótce, więc bądźcie czujni.  

Tym razem, mimo usilnych starań nie udało się dyrektorowi zawodów Sebastianowi Kołakowskiemu załatwić tak znakomitej pogody jak podczas poprzednich dwóch rund. Już pierwszego dnia opady deszczu zmieniły warunki na torze, co zwolniło nieco tempo zawodników, ale za to wyścigi stały się nieprzewidywalne. To pierwsza taka sytuacja w tym sezonie, kiedy to zawodnicy ścigali się na mokrym torze. Nocna ulewa i padający całą niedzielę deszcz sprawiły, że warunki na torze w niedzielę stały się bardzo ciężkie. Zwłaszcza na „Jokerze” i na szutrze w drugiej części toru.

Przy takich okazjach lubię zawsze słuchać powiedzonek i prawd, które wielu zawodników lubi powtarzać. Tak więc od Zbyszka Staniszewskiego usłyszałem: że kiepskie warunki mogą być, byle dla wszystkich były takie same. Za to recepta Łukasz Zolla na deszczowe warunki to: połowa gazu i sprzęgło od razu… prawda, że fajne? Co by jednak nie mówić wszyscy przecież wiemy, że śliska nawierzchnia wyrównuje szanse i mniej liczy się auto, a więcej kierowca i łut szczęścia.

Grupa Supercars

Finał super aut dowiódł, że te wszystkie prawdy mają jednak odzwierciedlenie w tym, co dzieje się na torze. Dacie wiarę, że najlepszy czas okrążenia w finale należał do… Maćka Manejkowskiego w Lancerze EVO X? …A gdzie FiestyWRX, a Gdzie Peugeot? A kto przewidziałby, że Manejkowski wypchnie z podium Marcina Wicika jeżdżącego teoretycznie o wiele szybszym samochodem? No właśnie, a to wszystko miało miejsce w finale, który od razu zaczął się dramatycznie. Z pierwszej linii ruszał Staniszewski, a obok niego Manejkowski, który wygrał swój półfinał z Wicikiem.

Zbyszek Staniszewski wygrał start i pewnie nawet nie widział tego, że za jego plecami na pierwszym zakręcie Kuba Przygoński uderzony przez Roberta Czarneckiego obraca się, a następnie uderza tyłem w „baobaba z opon”. Pojechał dalej, ale strata była ogromna. Jak się okazało Kuba miał jeszcze jedno bliskie spotkanie z Lancerem Czarneckiego w nawrocie nr 3. Za niebezpieczne manewry Kierowca Mitsubishi dostał ostrzeżenie i 5 sekund kary.

Wszystko układało się tak, że Przygoński był poza podium. W pewnym momencie Wicik, po wyjeździe z Jokera tuż przed nosem Manejkowskiego zakręcił się na nawrocie nr 3 blokując tym samym kierowcę Lancera. Najbardziej skorzystał na tym Kuba Przygoński, który wyprzedził obydwu i do mety nie oddał już drugiego miejsca. On również za swoje wcześniejsze manewry dostał od sędziów ostrzeżenie i 5 sekund. Nie zmieniło to jednak jego pozycji w finale. Trzeci do mety dotarł Manejkowski, a czwarty był Wicik.

Zbyszek Staniszewski nie podejrzewał chyba, że tak szczęśliwie ułoży się dla niego ten weekend. Przegrał wszystkie wyścigi kwalifikacyjne i dopiero w półfinale pokonał Przygońskiego. Finał ułożył się jednak dla niego znakomicie i w efekcie wciąż jest na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski. Dwupunktowa przewaga niczego nie przesądza, więc wszystko rozstrzygnie się w ostatniej rundzie. 

SuperCars Light

Maciek Manejkowski popisał się wspaniałą walką z mocniejszymi autami. Jednak w finale „Lightów” przegrał z Bartoszem Idźkowskim w Mitsubishi EVO IX i nie pomógł mu nawet najlepszy czas okrążenia. Trzeci na mecie był Robert Czarnecki, również w Mitsubishi. W tej klasie prowadzi Idźkowski z przewagą jednego punktu nad Manejkowskim. Tutaj także wszystko wyjaśni się w ostatniej rundzie sezonu.

Grupa SuperNational

Finał połączonych kategorii SuperNationals był jednym z najciekawszych wyścigów finałowych. Za zwrotami akcji trudno było nadążyć. Finał wygrał Tomasz Łyszkowicz w swoim BMW E36 RX, choć po zamieszaniu na pierwszym zakręcie jechał dopiero na trzeciej pozycji. Najlepiej ruszył Sławomir Wołoch w swoim ośmiocylindrowym potworze BMW M3RX, piekielnie szybkim na prostych.

Nie udał się start i pierwszy zakręt Damianowi Litwinowiczowi i Romanowi Castoralowi z Czech. Castoral dotarł jednak do drugiego miejsca, ale Litwinowicz uwikłany w walki z Zollem i Wiśniewskim skończył na czwartej pozycji. Najważniejsze, że utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Jednak jeden punkt przewagi nad Romanem Castoralem, który przecież startował w pierwszej rundzie w Słomczynie i wygrał, niczego nie gwarantuje.

RWD CUP

Rywalizacja BEEMEK jak zwykle nie zawodzi. W finale trzeciej rundy pierwszy zakręt ustawił całą rywalizację. Nikt nie chciał za wcześnie odjąć gazu. Zatem zakotłowało się na mokrym torze i trzech zawodników pojechało, a pozostałych trzech z mniejszymi, jak Konecki i Łazarewicz czy większymi kłopotami, jak Michał Dąbrowski, wygrzebywali się ze żwiru.

Po profesorsku pojechał obrońca tytułu, lider klasyfikacji i zwycięzca kwalifikacji Łukasz Światowski. Prowadził od startu do mety, chociaż trzeba przyznać, że Mariusz Szczepański jechał świetnie i cały czas naciskał lidera. Michał Kidawa dojechał trzeci, ale ani przez chwile nie zagrażał czołówce. Światowski wciąż jest liderem klasyfikacji generalnej w walce o puchar RWD. Jego przewaga to 9 punktów nad Kidawą i 10 nad Szczepańskim.

Seicento CUP

W finale Seicento przez długi czas wydawało się, że Robert Kabat, który świetnie wystartował i w dobrym tempie pokonywał tor, da radę utrzymać pierwszą pozycję. Nie tak łatwo jednak zostawić z tyłu lidera klasyfikacji generalnej Konrada Wróbla.

Gorsze jednak wydarzyło się na ostatnim okrążeniu. Znany ze swej nieustępliwości Szymon Jabłoński dopadł żółte seicento Kabata i tak długo naciskał, aż doczekał się drobnego błędu rywala i wyprzedził go. Tym bardziej to bolesne, że Jabłoński jest bezpośrednim rywalem Kabata w tabeli. Po tym wyścigu zajmuje drugie miejsce za Konradem Wróblem tracąc do niego 7 punktów, wyprzedzając Kabata o 4 punkty.

CrossCar

W trudnych warunkach na torze w Słomczynie świetnie spisywał się Robert Mazurkiewicz jadący nową ewolucją swojego CrossCar’a. Mokry tor sprawiał za to problemy liderowi klasyfikacji Adamowi Bougsii, który tylko jeden wyścig kwalifikacyjny skończył w pierwszej trójce. W finale najlepiej wystartował Mazurkiewicz, którego w pierwszym zakręcie mocno naciskał Mateusz Koselski. Trzeci był Adam Puciata. Przez 7 okrążeń pierwsza trójka nie zmieniła pozycji, nikt nie popełnił na tyle poważnego błędu, żeby mogli go wykorzystać rywale.

Następna, ostatnia runda

Po trzeciej rundzie na Autodromie Słomczyn czekamy już tylko na decyzję czy czwarta i ostatnia runda Mistrzostw Polski Rallycross 2020 odbędzie się na Słowacji czy ponownie w Słomczynie.

Zapytałem o to, co sądzi o tym trudnym organizacyjnie sezonie weterana polskiego Rallycrossu Andrzeja Kleinę. Odpowiedział, że tym, którzy trenują na torze w Słomczynie przy czwartej rundzie może się już kręcić w głowie od tych samych okrążeń, ale Jemu to zupełnie nie przeszkadza, jest super.

Tak sobie po cichu myślę, że miło by było zakończyć sezon właśnie w Polsce.

Informacja prasowa PZM.pl, tekst Sławek Symczak

Zdjęcia: Paweł Bielak

Pozostałe informacje z działu Sport znajdziecie tutaj


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *