Media bez wyboru

Wolna prasa nie bez powodu nazywana jest czwartą władzą. W demokratycznym społeczeństwie ma moc kontrolowania trzech pozostałych. Dzięki wolności prasy możemy cieszyć się całym spektrum najróżniejszych poglądów i opinii. W cywilizowanym świecie media są z reguły własnością prywatną, działają zatem zgodnie z linią wyznaczoną przez właściciela. Naturalnym jest, że prezentują różne punkty widzenia, polityczne, gospodarcze, społeczne. Jednak utrzymanie każdej gazety, stacji radiowej czy telewizyjnej, portalu internetowego – kosztuje. Wszelkie instytucje medialne, od największych koncernów, po najmniejsze, lokalne inicjatywy, muszą zatem na swoje istnienie zarabiać. Tak jak każde inne przedsiębiorstwo w gospodarce wolnorynkowej, nastawione są na zarabianie. Ale tak jak każde inne przedsiębiorstwo, płacą podatki. W Polsce już jest ich sporo – CIT, VAT, opłaty emisyjne, organizacje zarządzające prawami autorskimi, koncesje, częstotliwości, decyzje rezerwacyjne, opłata VOD itd. To absolutnie normalne, i dzisiejszy protest nie ma z tym nic wspólnego.

Żeby zrozumieć, o co chodzi trzeba spojrzeć nieco szerzej. W idealnym świecie wolne media mogą publikować, co chcą, nie podlegając żadnym naciskom. Jednak w świecie, w którym przyszło nam żyć, media wypełniające swoją społeczną powinność patrzenia władzy na ręce muszą walczyć o swoją niezależność. A tylko niezależność finansowa pozwala naciskom opierać się skutecznie. Bo to, że ujawnianie faktów niewygodnych dla władzy, jakiejkolwiek władzy, rodzi chęć uciszenia ujawniającego, jest naturalne i stare jak świat.

Gdyby “Washington Post” uległ naciskom, afera Watergate nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Paradoksalnie, zamiast nauczyć władzę szacunku dla mediów, dla wielu sił politycznych był to sygnał do ograniczania wolności słowa. Jednak w demokracji władza nie ma ani mandatu, ani też narzędzi, by tę wolność stłumić ostatecznie. A każda władza, która takie kroki podejmuje, zmierza w kierunku autorytaryzmu. Media są narzędziem społecznej kontroli, tym skuteczniejszym, im bardziej niezależnym. W Polsce ta równowaga jest, niestety, naruszona. Projekt “podatku solidarnościowego”, naliczanego od reklam (które i tak już są opodatkowane w całym procesie produkcji i emisji) zmierza do naruszenia jej w stopniu, który nie pozwoli już mówić o realizacji konstytucyjnego prawa do wolności słowa i nieskrępowanego wyrażania poglądów.

Dlatego, mimo iż nas praktycznie to nie dotknie lub dotknie w niewielkim stopniu, mamy świadomość płynących z tego projektu niebezpieczeństw. Wyrażamy nadzieję, że władza wykaże się rozsądkiem, przeprowadzając szerokie konsultacje, i że będzie ją stać na odrobinę samokrytycyzmu. Bo sytuacja, w której większość mediów bezrefleksyjnie powiela rządową narrację, jest dla władzy wygodna, ale na krótką metę. W dłuższej perspektywie brak zróżnicowania przekazu skończy się tak, jak skończył się w PRL – całkowitą utratą społecznego zaufania. Mówiąc krótko – dla władzy to się skończy zawsze źle. Kwestia perspektywy, czy wcześniej, czy później. Dlatego całkowicie popieramy protest mediów.

Redakcja Overdrive

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *