MotoryzacjaNajważniejszeTesty

Szeroko otwarty. Renault Kangoo Van Open Sesame – test

Wydawałoby się, że w segmencie małych samochodów dostawczych niczego rewolucyjnie nowego nie da się już wymyślić. Po latach rozwoju te bardzo uniwersalne i przydatne maszyny osiągnęły chyba wszystko, co było możliwe: łatwy załadunek dzięki tylnym drzwiom dwuskrzydłowym, dostęp z obu stron dzięki drzwiom przesuwanym i tak dalej. Jednocześnie obecność wersji osobowych, zwanych kombivanami sprawiła, że ich komfort i wygoda podróżowania w naturalny sposób trafiła także do wariantów towarowych. Nic dziwnego, że sprzedają się w każdej ilości.

Sezamie, otwórz się!

Aż tu nagle wchodzi Renault i mówi – mamy nowe Kangoo, i takiego samochodu dostawczego jeszcze nie widzieliście. Po prostu myśleli, myśleli i wymyślili. Nowe Renault Kangoo Van otóż można zamówić w wersji zwanej Open Sesame. Sezamie, otwórz się – ale co jeszcze można w takim samochodzie otworzyć? Nic – wystarczy, że między drzwiami pasażera a tylnymi odsuwanymi nie będzie słupka.

[s201_bai id=”14″]

Tak, to cała rewolucja, ale przecież przez dekady nikt na to nie wpadł. Oczywiście, samochody bez środkowego słupka już budowano, Nissan Prairie czy Ford B-Max będą tu najlepszymi przykładami. W dostawczym blaszaku jednak nikt nigdy po prostu nie dostrzegł możliwości, które stwarza to rozwiązanie.

Renault Kangoo Van Open Sesame
Sprytne rozwiązania

A możliwości przewozowe (i nie tylko, o czym za chwilę) rosną wprost niewiarygodnie. Dzięki sprytnemu rozwiązaniu składania prawego fotela i zastąpieniu części przegrody składaną kratą do samochodu wejdą przedmioty o długości trzech metrów. Dobrze, takie przedłużanie przestrzeni ładunkowej bywało już dostępne, ale – te długie przedmioty trzeba było ładować i wypakowywać wyłącznie przez tylne drzwi.

System Open Sesame pozwala natomiast pakować je i wyjmować także z boku. Nie będzie z tym problemu, bo przednie drzwi otwierają się pod kątem 90 stopni. Kiedy krata jest w normalnym położeniu, fotel pasażera przywraca się do użytkowania trzema ruchami. Jedyny potencjalny problem to niczym nieosłonięte stalowe zawiasy, które podczas wypadku mogą być niebezpieczne dla pasażerów. Samo rozwiązanie natomiast jest w swej prostocie po prostu genialne.

Kreatywne zabudowy

Ale pojawienie się „bezsłupkowego” Renault Kangoo Van uwolniło także kreatywność speców od zabudowy. Dotychczas samochody warsztatowe zabudowywano półkami narzędziowymi na bocznej burcie. Po każdą rzecz, każdy klucz trzeba było włazić do samochodu, co do wygodnych czynności nie należało.

Ale gdy półkę z szufladami zamocowano do składanej kraty samochód stał się naprawdę mobilnym warsztatem. Wystarczy podjechać, otworzyć drzwi, złożyć fotel i przesunąć kratę. Cała półka z narzędziami jest dostępna po prostu na wyciągnięcie ręki.

[s201_bai id=”15″]

W zabudowie jest jeszcze torba narzędziowa mocowana do podłogi (nigdy nie będzie latać po samochodzie), oraz mnóstwo miejsc do mocowania przewożonego towaru. Na przykład pralka wejdzie bez żadnego problemu. Ponieważ jednak zabudowanie kraty uniemożliwia przewóz długich przedmiotów na dachu umieszczono bagażnik, który dzięki rolce na krawędzi łatwo daje się zapakować. Mam wrażenie, że Open Sesame będzie jeszcze wykorzystane na wiele sposobów, tylko na razie nikt na to nie wpadł.

Bogate wyposażenie

Samo nowe Renault Kangoo Van natomiast to ogromny postęp wobec poprzedniej generacji. Komfort i ergonomia są na znacznie wyższym poziomie, właściwie nie różnią się już niczym od samochodu osobowego. Tym bardziej, że nie pożałowano wyposażenia. W egzemplarzu bez zabudowy (to ten srebrny, z którego… ukradziono kołpaki) na pokładzie znalazły się na przykład dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, nawigacja, bezprzewodowa ładowarka do telefonu, bezkluczykowy dostęp itd.

Renault Kangoo Van Open Sesame

Jest cyfrowe „lusterko wsteczne”, którego kamerę umieszczono w podstawie anteny dachowej, widać więc w nim więcej, niż w normalnym lusterku w wariancie przeszklonym. Normalna kamera cofania i czujniki parkowania z przodu i z tyłu też są. Fotel jest wygodny, ma duży zakres regulacji, podobnie jak kierownica. Siedzenie pasażera możliwości regulacji co prawda nie ma (jest przecież składane), ale też jest dobrze wyprofilowane i wygodne. Poprawiono też zawieszenie, dzięki czemu nawet pusty samochód nie ma tendencji do podskakiwania na nierównościach. Nawet kilkusetkilometrowa trasa nie powoduje zmęczenia.

Napęd

Żadnych cudów natomiast nie zrobiono z napędem, i bardzo dobrze. Pod maską mamy bowiem starego znajomego, czyli silnik 1.5 dCi, jedną z najlepszych takich konstrukcji na świecie. Tutaj ma 95 KM i 240 Nm, co pozwala na całkiem dynamiczną jazdę, szczególnie, że skrzynia biegów jest nowa, sześcioprzełożeniowa. Mamy więc nie tylko satysfakcjonującą dynamikę, ale też rewelacyjnie niskie spalanie. Podczas testu, przy jeździe w naprawdę mieszanych warunkach (miasto, droga ekspresowa, droga krajowa) ani razu nie udało się przekroczyć 5 litrów na 100 kilometrów. Nieźle, tym bardziej, że kilkaset kilometrów Kangoo pokonało ze sporym ładunkiem.

Cena?

Największa wada nowego Kangoo Open Sesame to cena. Testowy, bogato wyposażony egzemplarz to koszt, uwaga, 120 tysięcy złotych. Jasne, nie wszystko jest potrzebne, ale dojście przy konfiguracji do stu tysięcy nie stanowi problemu. Dlatego najgroźniejszym konkurentem Renault Kangoo Van jest… Renault Express, czyli dawna Dacia Dokker. Dokładnie o połowę tańsze. Ale o Expressie opowiemy w osobnym teście.

Renault Kangoo Van Open Sesame

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *