Niewidzialny myśliwiec. Porsche Panamera Turbo S – test

Każdy producent samochodów ma jakiś tajny garaż. Trzyma w nim pojazdy koncepcyjne, które nie znalazły uznania, prototypy, którym nie udało się trafić do produkcji i całe mnóstwo uratowanych przed złomowiskiem skarbów. W garażu Porsche dominują oczywiście samochody sportowe, ale nie tylko. Wśród prototypów znajdują się i takie, których raczej nie spodziewalibyśmy się po tej czysto sportowej marce. Otóż przez wiele lat Porsche próbowało skonstruować samochód zdolny do przewożenia więcej niż dwóch osób, najchętniej oczywiście czterodrzwiowy.

Pierwsze próby

Pierwszym czterodrzwiowym i czteroosobowym Porsche była przerobiona 911. W roku 1967 amerykańska firma nadwoziowa Troutman-Barnes po prostu wydłużyła zwykłe coupé, dokładając drugą parę drzwi i dwa fotele z tyłu. Chętnych nie było i samochód do dzisiaj pozostał jedynie kolekcjonerską ciekawostką. Jednak Porsche poważnie zainteresowało się poszerzeniem oferty o większy samochód, a wprowadzenie do produkcji modeli z silnikiem z przodu nieco projektowanie ułatwiło. Powstał prototyp przedłużonego 928 z „półdrzwiczkami” z tyłu – podobne rozwiązanie zastosowano później w Maździe RX-8. To też jednak nie miało szans na produkcję seryjną. Więcej pracy i pieniędzy poświęcono na projekt 989, który z daleka wyglądał jak kolejne przedłużone 911, mimo że silnik był umieszczony z przodu. Ten pomysł także zarzucono. W jednym egzemplarzu powstał też projekt Porsche Karisma, opracowany przez Bertone – niby czteroosobowy, ale dwudrzwiowy. Z tym, że ogromne drzwi unosiły się do góry…

Panamera – limuzyna dla kierowcy

Ale w 2009 roku, po oficjalnej premierze Panamery okazało się, że idea liftbacka zbliżonego choć trochę do 911 nie umarła. Chociaż ci, którzy mówili, że marki już nic gorszego od Cayenne spotkać nie może, mieli trochę racji. Pierwsza Panamera, łagodnie mówiąc, do szczytowych osiągnięć sztuki wzorniczej nie należała. W miarę upływu czasu samochód poprawiano, i dzisiaj Panamera już nie straszy. Przeciwnie, wreszcie ma swój styl. Przy pięciu metrach długości i dwóch szerokości nie wydaje się klocem  – a to dlatego, że jest niski. 147 centymetrów wysokości powoduje, że Panamera nie wystaje z tłumu. Jeśli ma spełniać rolę prowadzonej przez szofera limuzyny, teoretycznie nadaje się do tego w wydłużonej do 520 cm wersji Executive. Ma wtedy ponad trzymetrowy rozstaw osi i więcej miejsca na nogi z tyłu. Tyle tylko, że używanie Panamery jako limuzyny to wyjątkowa ekstrawagancja. To samochód stworzony dla kierowcy.

W trzy sekundy do setki

Ośmiocylindrowe Porsche Panamera Turbo S generuje 630 KM mocy i 820 Nm momentu obrotowego. Od zera do 100 km/h przyspiesza w trzy sekundy, a potem potrafi rozpędzić się do 315 km/h. To wartości zarezerwowane dla supersamochodów, jednak Panamera to, owszem, samochód o zdecydowanie sportowym charakterze, mimo to można nim spokojnie jeździć jak każdym innym. Mało tego, w codziennej eksploatacji sprawdzi się całkiem przyzwoicie.

Oczywiście, nigdy nie będzie oszczędny, chociaż bez wysiłku można zejść poniżej 15 litrów na 100 km, a w trasie pewnie nawet poniżej 10. Po prostu przy spokojnej jeździe działa system odcinania cylindrów, pracują tylko cztery. Pozostałe dołączają się dopiero, gdy zapotrzebowanie na moc jest większe niż 250 KM.

Komfortowo? Zdecydowanie tak

Czemu jednak Panamerą jeździć spokojnie i powoli? Odpowiedź jest prosta, i zawiera w sobie całą filozofię tego samochodu: bo można. W trybie komfortowym dźwięk silnika jest owszem, typowy dla ósemki, ale dość dobrze wyciszony. Zawieszenie może nie płynie jak to z Rollsa, informuje o rodzaju nawierzchni, ale w sposób, który absolutnie nie jest uciążliwy. Czarne Porsche Panamera Turbo S pojawia się znikąd i błyskawicznie znika, jak myśliwiec stealth. Ale, ale… gdy (zapachnie klasizmem, przepraszam) drogowy plebs okaże się zbyt namolny, wystarczy delikatny ruch prawą stopą. Dla pełnego efektu można pokrętłem na kierownicy włączyć tryb Sport+ i otworzyć sportowy wydech. Wtedy przyspieszeniom porównywalnym ze startem samolotu towarzyszy ryk godny odrzutowca. Niechciane towarzystwo zostaje daleko z tyłu. No i, naturalnie, nikt już nie będzie podejmować prób ścigania się z Panamerą… W razie potrzeby o zatrzymanie zadbają opcjonalne ceramiczne hamulce.

Wewnątrz

Wewnątrz jest tak, jak w innych modelach Porsche: najważniejszy jest kierowca. Fotele są absolutnie doskonałe, można je ustawić na milion sposobów, dopasować długość siedziska, ścisnąć lub poszerzyć boczki, ustawić podparcie lędźwiowe. W niskim samochodzie z małymi szybami widoczność nigdy nie będzie dobra, mamy jednak do dyspozycji system kamer i czujników. W zestawie wskaźników dominuje oczywiście obrotomierz, jednak najważniejsze dane powtórzone są na wyświetlaczu head-up. Z kolei ekran centralny zaprojektowano tak, że wszystko jest pod ręką na pierwszy rzut oka, włącznie z przyciskiem sportowego wydechu czy wyborem koloru podświetlenia. Mimo to jednak nie ma tam bałaganu. Podstawowe funkcje można też wywołać przyciskami pod ekranem.

Jedyne zastrzeżenie to (taki sam jak w Cayenne) tunel środkowy, będący wyraźnym przerostem formy nad treścią. Fotele tylne są także regulowane, choć nie aż tak bogato, jak przednie. Tu nikt nie wpadł na pomysł wciskania na siłę trzeciej osoby – mamy tylko duży podłokietnik ze schowkiem i panelem do sterowania klimatyzacją. Od supersamochodów Porsche Panamera Turbo S odróżnia się też całkiem dużym i funkcjonalnym bagażnikiem o 467 litrach pojemności.

Klasyczne Gran Turismo

Porsche wiedziało co robi, wypuszczając Panamerę. To nie jest limuzyna, chociaż, oczywiście, można za kierownicą posadzić szofera i dać się podwieźć pod kasyno w Monte Carlo. Co prawda wysiadać będzie się niewygodnie, ale efekt gwarantowany. Panamera to raczej klasyczne Gran Turismo. Jak na swoje możliwości jest to samochód przyjazny dla użytkownika, oczywiście, dobrze mieć doświadczenie z autami o dużej mocy. Jednak ludzie, którzy kupują Panamerę, na ogół mają już takie samochody. Kupują, bo mogą. Milion w jedną, milion w drugą nie robi na nich wrażenia. I tak, gdybym był milionerem z dużym garażem, na pewno miałbym w nim Panamerę. W towarzystwie Rollsów i Bentleyów wyglądałaby całkiem na miejscu.

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Tomasz Dąbrowski

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *