MotoryzacjaNajważniejszeTesty

I to by było na tyle. Volvo V60 Cross Country B4 AWD – test

Nasz gatunek, który niezbyt skromnie nazywamy sapiens, czyli „rozumny”, potrafi zachowywać się w sposób niekoniecznie świadczący o byciu istotnie sapiens. Od zarania dziejów zdarzało się, że ludzie coś wymyślali, rozwijali, doskonalili, aby finalnie rzecz porzucić dla czegoś innego, co nie znaczy lepszego. Wygląda na to, że taki właśnie los czeka silnik spalinowy – wynalazek, któremu, nie da się ukryć – sporo zawdzięczamy.

Volvo V60 Cross Country B4 AWD
Koniec diesla…?

Faktem jest (nikt normalny temu nie zaprzecza), że oparty na silniku spalinowym transport nie należy do najczystszych. Ale czynienie z niego głównego winowajcy całego zła na planecie to jednak lekka przesada. Tym bardziej, że przez ostatnie dekady konstruktorzy bardzo się starali, żeby silniki spalinowe stały się oszczędne i na tyle niskoemisyjne, na ile to możliwe. Klamka jednak zapadła, a jako pierwsze pod topór trafiają silniki wysokoprężne. Paradoksalnie to właśnie jednostki o zapłonie samoczynnym przeszły największą ewolucję. Ich emisja CO₂ jest już porównywalna z jednostkami benzynowymi (a czasami nawet niższa), filtry DPF usuwają i wypalają cząsteczki stałe, a o obniżenie emisji tlenku azotu dba dodatek AdBlue, czyli mocznika. Udało się też jednostki dieslowskie zelektryfikować, czyli zrobić z nich hybrydy. Wszystko na próżno – kolejne marki ogłaszają zaprzestanie produkcji Diesli i wycofują je z oferty. W Europie samochody z silnikami Diesla to już tylko 17% rynku.

Napęd idealny?

Jednak te nieliczne, które jeszcze zostały (choć nie na długo) trzymają się dzielnie i tym bardziej pokazują swoje zalety. Zdecydowanie jednym z najlepszych nowoczesnych Diesli jest dwulitrowy silnik Volvo, połączony z układem miękkiej hybrydy. Jest cichy, ekstremalnie oszczędny, uruchamia się niemal niezauważalnie. Nie ma samochodu, w którym nie sprawdzałby się doskonale, trafiłem jednak na model, w którym – moim zdaniem – jest napędem wręcz idealnym. Tym samochodem jest Volvo V60 Cross Country. Takie podniesione, „uterenowione” kombi, właściwie powinno być klasyfikowane jako crossover. Dla Volvo to nic nowego, robi takie auta od kilkudziesięciu lat. Były na rynku, gdy o SUV-ach nikomu się nie śniło. Dzisiaj w ofercie są dwa – średnie V60 i duże V90. Dla mnie seria 90 jest w każdym wariancie trochę przyduża, zawsze preferowałem „sześćdziesiątki”. A jak już Volvo, to kombi.

Volvo V60 Cross Country

Tutaj V60 można uznać za następcę kilku pokoleń – od słynnego Duetta, poprzez Amazona, aż po absolutnie kultową „cegłę” czyli 240. Z kolei V60 Cross Country to bezpośredni spadkobierca V70 XC. Czyli kombi z poprzecznie ustawionym z przodu silnikiem, ale z napędem AWD, realizowanym przez Haldex. Wydawałoby się, że taki samochód będzie nieco mniej komfortowy od swojego zwykłego, „cywilnego” odpowiednika, ale w V60 Cross Country żadnej różnicy wynikającej z podwyższonego zawieszenia nie odczujemy. Ani w komforcie zawieszenia, ani w prowadzeniu. Zresztą umówmy się – to nie jest samochód terenowy, Owszem, poradzi sobie na gorszej nawierzchni czy w cięższych warunkach atmosferycznych. Ale bezdroża absolutnie nie są dla niego. To auto dla kogoś, kto mieszka w górach czy gdzieś na wsi, gdzie nie ma dobrych dróg, a w zimie zdarza się, że nie wszystkie trakty są starannie odśnieżone. I do takiego właśnie samochodu Diesel ze sporym momentem obrotowym jest napędem wymarzonym.

Volvo V60 do najnowszych już nie należy, pokazano je w roku 2018 (poprzedni model w 2010). Niby pięć lat to sporo, ale w tym przypadku zupełnie się tego nie czuje. Ten samochód w ogóle się nie zestarzał, jest po prostu dobrze zaprojektowany. Sterowanie przez ekran, choć powoli wychodzi z mody, jest dość łatwe i intuicyjne. Mam jednak zastrzeżenia do nowego wzoru zegarów, wprowadzonych wraz z przejściem na Android Auto. Są zdecydowanie mniej czytelne od poprzednich i po prostu brzydkie. Słabo też wykorzystano możliwości, jakie daje cyfrowy zestaw wskaźników. Na szczęście czytelny head-up display pozwala rzadko na nie spoglądać. Wewnątrz zresztą pomiędzy zwykłym V60 a wariantem Cross Country nie ma absolutnie żadnej różnicy. Te same doskonale wyprofilowane i regulowane w kilku płaszczyznach fotele, to samo audio Bowers & Wilkins – drogie, ale niezbędne.

Najmocniejszy punkt

Ale to właśnie silnik jest najmocniejszym punktem tego samochodu. Miękka hybryda działa tak doskonale, że może być punktem odniesienia dla konkurencji, ośmiobiegowy automat Aisina zachowuje się bez zarzutu. W efekcie na dystansie ponad tysiąca kilometrów, przejechanych w trasie i w mieście, minimalne zużycie wyniosło 5,3 litra (to w trasie) a najwyższe zanotowane 6,5 litra (w mieście, w sporym ruchu). A mówimy przecież o sporym czteronapędowym kombi.

Elektryfikacja zabije diesle

Z czystym sumieniem stwierdzam, że Volvo V60 Cross Country B4 AWD z silnikiem Diesla to jeden z najlepszych samochodów, jakimi jeździłem. Tyle tylko, że wkrótce ta jazda pozostanie tylko wspomnieniem. Bo tego napędu, doprowadzonego do niemal perfekcji, już nie będzie. Jeszcze przez parę lat będą miękkie hybrydy benzynowe, ale potem – już tylko elektryki. Zresztą kombi też już pewnie nie będzie – w Wielkiej Brytanii Volvo już je wycofało z oferty. W Polsce takich planów na razie nie ma, ale kto wie, co postanowi „góra”. Importer nie ma tu nic do gadania…

Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem takie decyzje. Motywacja jest słuszna – Volvo chce być marką całkowicie zeroemisyjną – ale już ich wprowadzanie w życie za bardzo przypomina rewolucyjny zapał, który nigdy i nigdzie do niczego dobrego nie doprowadził. Interes chińskiego właściciela, koncernu Geely, jest tu oczywisty – Chiny są krajem produkującym najwięcej elektrycznych samochodów. Europa też jest na etapie przymusowej elektryfikacji, choć tutaj rewolucyjny zapał zdaje się nieco słabnąć. Na końcu łańcucha jest konsument, który chętnie kupowałby nowoczesne Diesle, gdyby oczywiście mógł. Ale nie może, bo nie będzie w awangardzie przemian. I to by było na tyle, jak kończył swoje pogadanki niezapomniany profesor mniemanologii stosowanej Jan T. Stanisławski. Może to i lepiej, że nie widzi, jak tę satyryczną „gałąź nauki” wynoszą na ołtarze ci, których wyśmiewał.

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Pozostałe testy tutaj

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to będzie nam miło jeśli będziesz nas wspierać za pośrednictwem PATRONITE. Poza naszą wdzięcznością uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *