Absolwent. Test Hyundai Kona 1.6 CRDi

Różne konkursy czy rankingi na najlepszy samochód mają coraz więcej kategorii, niekiedy dość egzotycznych. Przodują w tym oczywiście Amerykanie, bez przerwy ogłaszając, które to auto warto kupić. Największy portal ogłoszeniowy Autotrader prowadzi na przykład ranking najlepszych samochodów dla absolwentów wyższych uczelni. Fakt, świeżo upieczony magister martwi się głównie tym, jaki samochód kupić (o ile jeszcze go nie ma). Ale dobra rada zawsze w cenie, a Autotrader podpowiada absolwentom, że najlepszy dla nich będzie Hyundai Kona. I z tym akurat wyborem trudno się nie zgodzić.

Crossover

Hyundai Kona (spokojnie, nazwa pochodzi od wyspy w Archipelagu Hawajów) młodym ludziom po prostu musi się spodobać. Wbrew pozorom nie jest to „crossoverowa” odmiana kompaktowego i30, choć tak właśnie plasowana jest na rynku. Kona zbudowana jest na platformie wspólnej z Kią Rio i Kią Stonic ( w USA Stonic sprzedawany jest jako Hyundai Venue). Zresztą produkowana jest w Korei, w największej chyba fabryce koncernu w Ulsan. Samochód od początku był wymyślony, zaprojektowany i wyprodukowany jako crossover, choć pomimo bojowego wyglądu prowadzi się jak zwyczajne auto kompaktowe. We wnętrzu zresztą dominują elementy znane z i30 właśnie, ale to dobrze – materiały są dobrej jakości, a wyposażenie naprawdę kompletne, włącznie z ogrzewaniem i wentylowaniem foteli.

Jest kolorowo

Kona należy do samochodów, które narysowano, żeby rzucały się w oczy. Modnie podzielone światła z przodu i z tyłu, dwukolorowe nadwozie, podkreślające charakter crossovera nakładki. Co prawda z tyłu kierunkowskazy umieszczono w dolnym zespole świateł, a to nie jest najlepszy pomysł. W korku czasem ich po prostu nie widać. Do reszty jednak trudno się przyczepić, Kona rzeczywiście przyciąga spojrzenia. Szczególnie w widocznym z daleka żółtozielonym kolorze… z pasami bezpieczeństwa i wstawkami w kolorze nadwozia także w środku. Oczywiście, niektórzy uznają to za nazbyt krzykliwą deklarację – ja jednak cieszę się, że na ulicach widać coraz więcej samochodów w odważnych, wesołych kolorach. Wszechobecna do niedawna czerń i szarość były przecież straszliwie nudne. Co nie znaczy, że nie można kupić czarnej Kony. Można, tylko auto traci mnóstwo charakteru.

Diesel 4×4

W Hyundaiu zadbano też o zadowolenie różnych grup klientów. Bardziej konserwatywni mogą kupić wersję „How dare you?” z tradycyjnym silnikiem spalinowym, benzynowym lub wysokoprężnym. Dla „wyrobionych ekologicznie” są dostępne hybrydy i pełny „elektryk”. Jako raczej tradycjonalista do testu wybrałem Konę z silnikiem wysokoprężnym 1.6 CRDi. A że to crossover, to i z napędem na obie osie. Po jego zablokowaniu przyciskiem na tunelu środkowym można już zjechać z asfaltu. Niezbyt daleko, to nie jest auto terenowe, ale z drogami szutrowymi radzi sobie świetnie.

W ogóle zespół napędowy to bardzo mocny punkt Kony. Silnik 1.6 CRDi, choć produkowany od kilkunastu lat, przeszedł wiele zmian. Jego aktualna generacja, o mocy 136 KM i momencie obrotowym 280 Nm, nie ma już problemów z turbiną, na które narzekano w początkowej fazie produkcji silnika. Teraz – szczególnie w połączeniu z siedmiobiegową przekładnią dwusprzęgłową DCT – to jednostka trwała, a przy tym dynamiczna i oszczędna. Lubi też jazdę z wyższymi prędkościami, przy autostradowych 140 km/h pali 5 litrów. Gdyby dało się pojechać szybciej, też by mogła, bo obroty niewiele przekraczają 2 tysiące. Ale to już zasługa skrzyni, z dieslem pracującej równie dobrze, co z silnikiem benzynowym. Natomiast nawet włączenie trybu sportowego, czy zablokowanie napędu na cztery koła apetytu na paliwo nie zwiększa zauważalnie. Przejechałem w różnych warunkach ponad 500 kilometrów i ani razu nie przekroczyłem sześciu litrów.

Podsumowanie

Ale Kona to jeden z droższych kompaktowych crossoverów. Z silnikiem 1.6 CRDi, skrzynią DCT i wyposażeniem Premium kosztuje ok. 130 tys. złotych. Cóż, amerykańscy absolwenci wyższych uczelni nie przejmą się taką kwotą, tym bardziej, że w USA Kona jest tańsza. Absolwenci polscy, a i to nie wszyscy, mogą pomyśleć najwyżej o podstawowym modelu z benzynowym silnikiem 1.0 za 70 tys. złotych. Najlepiej jednak i tak miał Dustin Hoffman w filmie „Absolwent”, jeżdżąc Alfą Romeo Spider.

Tekst i zdjęcia: Bartosz Ławski

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE, uzyskując dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *