Automat jednak lepszy. Ford Puma EcoBoost 1.0 MHEV DCT7 – test

Automatyczne skrzynie biegów przez wiele lat uważane były za coś gorszego. Twierdzono, że przeznaczone są dla tych, którzy nie umieją jeździć, że odbierają kontrolę nad samochodem i tak dalej. Istotnie, automaty sprzed kilkudziesięciu lat były powolne, niechętne do współpracy, no i znacznie podwyższały spalanie. To już historia, dzisiaj bez skrzyni automatycznej trudno wyobrazić sobie na przykład jazdę w korku. Nowoczesne konstrukcje są bez porównania szybsze i oszczędniejsze od jakiejkolwiek skrzyni manualnej. Samochodów, w których nie oferuje się automatu, prawie wcale już na rynku nie ma. A w niektórych modelach skrzyń manualnych po prostu się nie oferuje. Naturalnie, wiele osób nadal preferuje zmienianie biegów samemu, na ogół jednak do momentu pierwszej przejażdżki samochodem z nowoczesnym automatem.

Automat jednak lepszy. Ford Puma EcoBoost 1.0 155 KM MHEV DCT7 - test
Automatyczna skrzynia biegów z trzycylindrowym silnikiem 1.0 EcoBoost z miękką hybrydą

Jedną z ostatnich marek, która sprzedawała sporą gamę modeli bez możliwości wyboru automatu, był Ford. Wszystkie modele napędzane litrowym, trzycylindrowym silnikiem EcoBoost miały jedną skrzynię – sześciobiegową manualną. A że silnik ten montowany jest w kilku modelach – ma go Fiesta, Puma czy Focus – klienci coraz częściej pytali o wersję z automatem. Niby manual pracował całkiem przyzwoicie, ale prawdą jest, że część klientów odchodziła do konkurencji, która w podobnej wielkości samochodach automat oferowała. Ford wreszcie postanowił tę lukę wypełnić i od teraz do silnika 1.0 EcoBoost można dokupić całkiem nową skrzynię dwusprzęgłową o siedmiu przełożeniach.

Automat jednak lepszy. Ford Puma EcoBoost 1.0 155 KM MHEV DCT7 - test

Porównanie wypada zdecydowanie na korzyść automatu. Samochodem testowym jest Ford Puma z silnikiem 1.0 o mocy 155 KM (a więc najsilniejszy) i z miękką hybrydą. Taki sam, tylko z manualem, testowaliśmy w zeszłym roku, zatem jedyne, co się zmieniło, to właśnie skrzynia. Cała reszta samochodu jest identyczna – ta sama wersja ST-Line, dokładnie takie samo wyposażenie. No dobrze, inny kolor… (Jego test znajdziecie tutaj)

Wygodniej i przyjemniej

Teraz jednak zyskał to, co powinno jazdę, szczególnie w mieście, uczynić dużo przyjemniejszą. Rzeczywiście, z dwusprzęgłówką jedzie się znacznie wygodniej. Działa szybko w obie strony, chociaż dostosowanie do normy WLTP czasami każe się dłużej zastanowić, albo nie pozwala zredukować pomimo spadku obrotów. A wtedy wychodzi najgorsza wada silnika trzycylindrowego, czyli wibracje.

Fakt, w manualu łatwiej było „oszukać” punkty zmiany biegów, wystarczyło nie słuchać podpowiedzi ekonomizera, który szóstkę zalecał wkładać już przy 40 km/h. Automat, na szczęście, nie jedzie na najwyższym biegu na siłę. Owszem, w trybie Eco zdarza mu się utrzymywać silnik w okolicach 1500 obrotów, kiedy nie ma ani mocy, ani momentu, ale po zdecydowanym wciśnięciu gazu jednak redukuje, pozwalając obrotom wzrosnąć. Ale tryb Eco generalnie nie jest w tych silnikach zalecany, prowadzi tylko do ich przedwczesnego zniszczenia.

… i bardziej ekonomicznie!

Tak jak w odmianie z manualną skrzynią, najlepiej jeździ się w trybie Sport. Skrzynia ciągnie wtedy naprawdę wysoko, nie redukuje, gdy obroty mogłyby spaść poniżej dwóch tysięcy. Dodatkową zaletą jest możliwość zmieniania przełożeń łopatkami. Poza tym – wszystko pracuje tak samo, miękka hybryda działa równie dobrze, szybko uruchamiając silnik z każdego zatrzymania. Ba, system Start-Stop po przejściu w tryb Sport trzeba nawet z powrotem włączać samemu (bo komputer go odłącza). Ale to, co najlepsze, to zużycie paliwa. W Pumie z manualem 6,5 litra na 100 km udało się uzyskać męcząc się w trybie Eco. W Pumie z automatem – 6,3 litra bez żadnego wysiłku i bez dotykania tego nieszczęsnego Eco. Gdyby chcieć pojechać w trybie Normal, a nie głównie w sporcie, pewnie i poniżej sześciu udałoby się zejść.

Warto…? Zdecydowanie tak!

Według konfiguratora, Puma z automatem jest droższa od tej z manualem o osiem tysięcy złotych. Kosztuje (1.0 EcoBoost 155 KM MHEV) 123 tysiące złotych. Kilka dodatków winduje tę cenę powyżej 130, czyli do kwoty całkiem sporej jak za małego miejskiego crossovera. Konkurencja nie będzie tańsza, podobny pułap cenowy osiąga na przykład Skoda Kamiq. Jednak Puma sprzedaje się całkiem dobrze, w Europie nawet lepiej niż Fiesta czy Focus. Można też zdecydować się na słabszą, 125-konną wersję, też dostępną z automatem, a przecież tańszą. Mimo to – gdybym oczywiście musiał – wolałbym wariant z miękką hybrydą. A gdyby Ford przestał uparcie trzymać się tych trzycylindrowych silniczków, to już w ogóle byłoby rewelacyjnie…

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *