Wyrośnięty czy przerośnięty? SEAT Tarraco 2.0 TDI – test

Jeszcze jakieś 10 lat temu przewiezienie siedmiu osób to było zadanie dla minivana. Żaden inny samochód nie oferował takiej przestrzeni, ani takiego bagażnika po złożeniu siedzeń. Ale potem nastało szaleństwo SUV-ów. Ktoś zatem doszedł do wniosku, że skoro SUV-y są dobre na wszystko, to sprawdzą się też zastępując minivany. W tych większych dodanie dwóch dodatkowych siedzeń nie było dużym problemem. A z tych mniejszych po prostu zrobiono te większe.

Dla koncernu VAG była to łatwizna. Modularna platforma MQB pozwoliła po prostu wydłużyć Tiguana, i siedmioosobowy SUV był już gotowy. Tiguan Allspace, bo tak go nazwano, rozpoznawalny jest po dłuższych tylnych drzwiach. Ten charakterystyczny element ma też Skoda Kodiaq i uzupełniający trójkę Seat Tarraco. Ale Tarraco to nie jest tylko przedłużona Ateca. Różnic jest zdecydowanie więcej. To pierwszy model, w którym Seat przemówił nowym „językiem stylistycznym”: wyróżniający się przód z zupełnie nowym grillem i światłami, podobnie zaprojektowany tył. Premiera najnowszego Leona potwierdziła, że tak będą wyglądać nowe Seaty. W efekcie uzyskano wygląd odróżniający się mocno nie tylko od „mniejszego brata” ale i od koncernowych kuzynów. Co prawda stylizacja tylnych świateł jest lekkim oszustwem, bo choć sprawiają wrażenie poprowadzonych przez całą szerokość nadwozia, środkowa część jest tylko czerwoną, plastikową listewką. Szkoda, bo gdyby się świeciła, wyglądałoby to dużo lepiej.

Wnętrze

Rewolucji nie ma natomiast wewnątrz. Elementy są te same, co w pozostałych modelach, nieco inaczej jednak ułożone. Nieco większy i trochę inaczej umieszczony jest ekran środkowy – nie wkomponowano go w środkową konsolę, trochę wystaje, co czyni go łatwiejszym w obserwacji i obsłudze. Reszta – bez zmian, ale też i nie ma powodu, żeby lepsze czynić wrogiem dobrego. Wirtualne zegary są doskonale czytelne i mają możliwość personalizacji. Wokół dźwigni zmiany biegów zgromadzono przyciski związane z funkcjami jazdy, w tym pokrętło wyboru trybów. Jest ich kilka, od Eco, poprzez zwykły szosowy, sportowy (zupełnie do tego samochodu niepotrzebny), aż po off-roadowy i zimowy. Jest też funkcja indywidualizacji, dzięki której można połączyć elementy ze wszystkich trybów w taki, przy którym jazda jest dla kierowcy najprzyjemniejsza.

Całość robi dobre wrażenie: fotele pokryto eleganckim szarym materiałem ze wstawkami z brązowej alcantary, podobnym wyłożono boczki drzwi, a ozdobne wstawki też są z szarego „drewna”. Zrobionego jednak porządnie, z fakturą rzeczywiście przypominającą prawdziwe drewno. Dobrym pomysłem było też pokrycie ich matowym, a nie błyszczącym lakierem.

Przestrzeń

Na brak miejsca, dzięki wydłużonemu rozstawowi osi, nie będą narzekać pasażerowie tylnej kanapy. Dzielona jest w stosunku 60:40, obie części są przesuwane i składane. W oparciach przednich foteli umieszczono składane stoliczki z wysuwanymi cupholderami – element też niegdyś charakterystyczny dla minivanów. Zewnętrzne siedzenia są podgrzewane, a środkowe można przekształcić w duży podłokietnik. Po odchyleniu prawego siedzenia można wejść – a właściwie wgramolić się – do trzeciego rzędu siedzeń. Tu, zgodnie z oczekiwaniami, rewelacji nie ma. Dwa wyciągane z podłogi foteliki są dobre może dla dzieci, ale dorosły, nawet niezbyt potężnej postury, zwyczajnie się tam wymęczy. No i nie będzie miał miejsca na nogi – samochód ma napęd na cztery koła, podłoga jest więc dość wysoko. Nie zostaje też zbyt wiele bagażnika. Na szczęście ktoś pomyślał i przewidział miejsce na schowanie rolety. Bagażnik pojawia się w całej okazałości po złożeniu trzeciego rzędu i wtedy rzeczywiście jest pojemny, a podłoga płaska. Prawie na płasko składają się też oparcia drugiego rzędu siedzeń.

Napęd, prowadzenie

SEAT Tarraco to duży i ciężki samochód, byle trzycylindrowy silniczek go nie pociągnie. W testowym egzemplarzu pracuje 2.0 TDI o mocy 190 KM, sprzężony z siedmiobiegową przekładnią DSG. Wystarcza bez problemu, choć trzeba nauczyć się tym jeździć. Przy delikatnym ruszaniu i rozpędzaniu auto sprawia wrażenie ospałego, jakby nie chciało pokazać, że dysponuje i mocą, i momentem obrotowym. Nie należy zatem bać się bardziej zdecydowanych ruchów prawą stopą. Przy większych prędkościach jest już dużo lepiej, a na autostradzie Tarraco swobodnie przyspiesza przy każdym zakresie obrotów. Skrzynia redukuje zależnie od otwarcia przepustnicy nawet o dwa przełożenia, wyprzedzanie idzie zatem lekko i łatwo. 400 Nm momentu obrotowego robi swoje. Ze zużyciem paliwa też nie ma dramatu, na dystansie ponad 700 km wyniosło 7,7 litra na 100 km, i to z przewagą gęstego ruchu miejskiego.

Podsumowanie

Dobrze wyposażony SEAT Tarraco w wersji Xcellence, czyli tej bardziej luksusowej, to koszt 200 tys. złotych. Cóż, tyle teraz trzeba dać za średniej klasy SUV-a. Tyle tylko, że tak naprawdę trudno tego typu samochody traktować jako pełnoprawne auta siedmioosobowe. W tym nigdy nie dorównają minivanom. Ale jeśli ktoś choć z rzadka musi przewieźć większą rodzinę (byle bez dużego bagażu), właściwie nie będzie miał wyboru. Bo minivanów na rynku prawie już nie ma.

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE, uzyskując dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *