Zmieniać czy nie zmieniać? Suzuki Swift 1.2 DualJet SHVS CVT/5MT – podwójny test

Podobno racjonalnie i naukowo da się wytłumaczyć wszystko. Wszystko – poza emocjami. Te z definicji są irracjonalne. Kogoś darzymy sympatią i nie bardzo wiemy dlaczego, a kogoś nie, choć nic złego nam nie zrobił. Z samochodami jest tak samo. Są takie, które po prostu lubimy bardziej. Ja tak mam na przykład z Suzuki Swiftem. Zawsze uważałem, że to świetne autko i cieszyłem się z każdej przejażdżki Swiftem – nieważne, czy na prawym, czy na lewym fotelu.

Nowa generacja Suzuki Swift

Od trzech lat na rynku obecna jest nowa generacja Swifta. Podążając za obowiązującą modą, do samochodu wsadzono trzycylindrowy, litrowy silnik z turbiną. Na szczęście dostępny był też w wersji z miękką hybrydą, co trochę go ratowało. Jak na trzycylindrówkę zresztą i tak nie było tam dramatu, w końcu Suzuki, od lat produkując motocykle, umie zrobić każdy silnik. Jednak w zeszłym roku Swift otrzymał pierwszy, bardzo delikatny facelift, a przy okazji Suzuki wykazało się odwagą rzadko obecnie wśród producentów samochodów spotykaną.

Mianowicie trzycylindrowy silnik BoosterJet po prostu wycofano. Całkowicie, ze wszystkich modeli. W zamian do Swifta trafił niezbyt już nowy, za to czterocylindrowy, wolnossący silnik 1,2 DualJet także z miękką hybrydą. Tak – to ta sama jednostka napędowa co w testowanym niedawno Ignisie. To zresztą najbardziej zauważalna zmiana, bo z zewnątrz naprawdę trudno dostrzec, co się zmieniło.

Wnętrze

Podobnie w środku – pozostało to, co najładniejsze, czyli sportowo wyglądające prędkościomierz i obrotomierz rozdzielone przez ekranik, na którym można wyświetlać całe mnóstwo danych o zużyciu paliwa, pracy układu hybrydowego, a nawet przeciążeniach. Obsługa środkowego ekranu jest prosta i intuicyjna, cztery najważniejsze funkcje – muzykę z radia bądź zewnętrznego źródła, nawigację, obsługę telefonu przez Bluetooth i Android Auto wywołuje się z ekranu głównego. Pokrętła klimatyzacji są podświetlone i wystarczająco duże, aby posłużyć się nimi nawet w rękawiczkach. Jedyne, co mogliby dołożyć, to środkowy podłokietnik. No dobrze – Swift to mały, miejski samochód, raczej tani. Tę oszczędność widać w jakości użytych materiałów. Z drugiej strony – dzięki tym oszczędnościom jest lekki, waży poniżej tony. A i tak na pokładzie ma wszystko, co do wygodnego przemieszczania się jest potrzebne.

Silnik

Od wolnossącego silnika o mocy 83 koni mechanicznych nie należy oczekiwać, że będzie mistrzem sprintu. 1,2 DualJet to klasyczna japońska szesnastozaworówka: lubi wysokie obroty, im wyżej się kręci, tym szybciej jedzie. Nie ma jednak „dołu”, a moment obrotowy jest, powiedzmy, taki sobie – 107 Nm przy 2800 obrotach. Wszechobecne silniki z doładowaniem przyzwyczaiły nas do jazdy z niewysokimi obrotami. Tutaj „dół” wspomaga układ miękkiej hybrydy (dokładając 50 Nm momentu obrotowego od samego startu), najprostszy z możliwych, bo dwunastowoltowy. Jednocześnie silniczek elektryczny pozwala na efektywne wykorzystanie systemu start-stop.

Papierowe dane pokazują przyspieszenie od zera do stu kilometrów na godzinę w 13 sekund. Subiektywne wrażenie, spowodowane małą masą samochodu, jest jednak dużo lepsze. Ale powtarzam – od tego samochodu nie oczekuje się wysokich osiągów, on ma być przede wszystkim oszczędny. No i jest. Niezależnie od sposobu jazdy trudno przekroczyć 5,5 litra na 100 km. W mieście, oczywiście, z włączonymi odbiornikami prądu, takimi jak klimatyzacja czy ogrzewanie siedzeń. Te zresztą zasila właśnie silnik elektryczny, będący także generatorem.

Manualna, pięciobiegowa skrzynia

Pięciobiegowa skrzynia, już nie najnowsza konstrukcja, oczywiście nie pracuje tak idealnie jak przekładnia sześciobiegowa stosowana w połączeniu z mocniejszymi jednostkami 1,4 na przykład w Vitarze. Trudno jednak na nią narzekać, chociaż oczywiście poza miastem brak szóstego biegu będzie nieco przeszkadzać. Poza tym do typowo miejskiego samochodu bardziej pasuje przecież automat.

Skrzynia automatyczna CVT

I tutaj na plac boju wjeżdża Swift ze skrzynią CVT. Nie jestem fanem tego rozwiązania, ale przy małych silnikach paradoksalnie ma ono szansę sprawdzić się lepiej, niż zwykły automat hydrokinetyczny lub skrzynia dwusprzęgłowa. Przypomnijmy – skrzynia CVT przenosi napęd w sposób ciągły, nieprzerwany zmianą przełożenia. Realizuje się to poprzez dwa koła stożkowe, połączone pasem lub łańcuchem. W miarę przysuwania lub odsuwania się ich od siebie przenoszony napęd pozwala przyspieszać lub zwalniać. Swift z tą przekładnią zachowuje się zadziwiająco kulturalnie. Owszem, po dodaniu gazu obroty rosną, a prędkość niekoniecznie. Szybko jednak stabilizują się, a samochód – zgodnie z filozofią CVT – nadal przyspiesza.

CVT czy manual?

Ani subiektywnie, ani też obiektywnie (po pomiarach) CVT nie jest wolniejsze od skrzyni manualnej. Ba, na dźwigni zmiany przełożeń jest nawet magiczny guziczek z literką S. Czyli, tak to nazwijmy, trybem sportowym. Polega on przede wszystkim na wyłączeniu systemu start-stop. Już samo to mija się z celem, bo przecież miękka hybryda służy między innymi efektywnemu wykorzystaniu tego systemu. Rosną też, i też zupełnie niepotrzebnie, obroty. Zapomnijmy więc o tym przycisku, jazda w trybie normalnym naprawdę jest dużo przyjemniejsza. Ale za dobrze być nie może. Samochód ze skrzynią CVT, eksploatowany dokładnie tak samo i w takich samych warunkach jak egzemplarz z manualem, zużył średnio 7 litrów benzyny na sto kilometrów. O mniej więcej półtora litra więcej. Oczywiście, przy dłuższej eksploatacji dałoby się pewnie znaleźć sposób na obniżenie zużycia. Tak czy inaczej, rozważając zakup wariantu z automatem należy uwzględnić koszt tej wygody.

Tym bardziej, że tylko wariant ze skrzynią manualną kupimy w najdroższej i najlepiej wyposażonej wersji Elegance (to ten czerwony). Automat (to ten złoty)dostaniemy najwyżej w nieco gorzej wyposażonej wersji Premium Plus. Nie będzie w niej automatycznej klimatyzacji, czy też elektrycznie opuszczanych szyb w tylnych drzwiach. A i tak wyjdzie trochę drożej niż lepiej wyposażony manual. Dlaczego tak wymyślono – trudno zgadnąć. Pamiętać jednak należy, że cały czas rozmawiamy o kwotach nie przekraczających 65 tysięcy złotych. Za samochód od lat uznawany za wzór niezawodności (właściciele twierdzą, że Swift widuje serwis tylko przy okazji przeglądów) to bardzo przyzwoita cena. A Swift jest tak uroczy, że pewne niedoróbki można mu przecież wybaczyć.

Galeria zdjęć Suzuki Swift 1.2 DualJet SHVS CVT

Galeria zdjęć Suzuki Swift 1.2 DualJet SHVS 5MT

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *