Piksele. Hyundai IONIQ 5 – test

Programy graficzne służą do tworzenia rzeczywistości zgodnej z oczekiwaniami zleceniodawcy. Świat jest piękny, kolorowy, a obiekt – czyli towar do sprzedania – zawsze wyeksponowany w sposób podkreślający jego piękno. Nawet, jeśli jest ono względne. Przekaz jest jasny – kup to, a też znajdziesz się w tym wspaniałym świecie. Kiedy ujawniono zdjęcia nowego modelu Hyundai Ioniq 5, w sieci zawrzało. Tym razem 99,99% oglądających piało z zachwytu. Faktycznie, samochód prezentował się zjawiskowo. Jego sylwetkę porównywano do kultowej Lancii Delty, wnętrze – jasne i przestronne – zdawało się oferować komfort porównywalny z samochodami znacznie większymi. A że ludzie kupują oczami, zamówienia na Ioniqa posypały się, zanim ktokolwiek miał okazję obejrzeć samochód na żywo.

Hyundai IONIQ 5
Duży!

Właśnie mam tę okazję. Pierwsze wrażenie – Hyundai Ioniq 5 jest duży, na zdjęciach wyglądał na mniejszy. W oczy rzucają się światła, ułożone z malutkich, przypominających piksele kwadracików. Ten wzór powtarza się niemal wszędzie, gdzie to możliwe, z tyłu, z boku, nawet pod klapką gniazdka ładowania. Dzięki temu samochód naprawdę robi wrażenie i jest doskonale rozpoznawalny, światła podkreślają też jego wielkość. 

Hyundai IONIQ 5

Nie jest jakoś przesadnie długi, choć 4,63 metra to rejon Octavii. Jest za to dość wysoki i szeroki, ale najbardziej optycznie powiększa go niesamowity rozstaw osi – równe trzy metry. Wartość godna limuzyny klasy wyższej. Uzyskać ją było stosunkowo łatwo – Hyundai Ioniq 5 powstał na zupełnie nowej płycie E-GMP, przeznaczonej wyłącznie dla samochodów elektrycznych. Z zasady jest więc znacznie więcej miejsca. Silnik elektryczny jest dużo mniejszy od spalinowego, nie ma skrzyni biegów, zbiornika paliwa, układu wydechowego itp. Są baterie – dużo baterii – ułożone płasko w podłodze, zatem im większy rozstaw osi, tym więcej można ich zmieścić.

Obszerne wnętrze z płaską podłogą

Teoretycznie zatem wewnątrz tego samochodu miejsca powinno być naprawdę dużo. I jest, co czuje się po zajęciu miejsca za kierownicą. Mam jednak wrażenie, że jest go mniej, niż można było uzyskać, a część przestrzeni najzwyczajniej zmarnowano. Środek zaprojektowano hołdując zasadzie „home away from home”, co w zamyśle twórców ma sprawić, że w samochodzie będziemy się czuć równie wygodnie jak w domu. Wnętrze jest więc konfigurowalne – pomiędzy przednimi fotelami znajdziemy przesuwaną konsolę z podłokietnikiem i miejscami na kubki. Niby nic nowego, ale dotychczas ten gadżet znaliśmy głównie z minivanów. W drzwiach są duże kieszenie, a schowek przed pasażerem wysuwa się jak szuflada – kłania się Renault Espace… Mimo to realnie miejsca do przechowywania różnych rzeczy wcale nie ma za dużo.

Hyundai IONIQ 5

Tylna kanapa, dzielona i przesuwana, dzięki płaskiej podłodze oferuje miejsce dla trzech osób bez szczególnych poświęceń. Ale jak na trzy metry rozstawu osi miejsca na nogi wcale nie ma tu w nadmiarze. Bagażnik oferuje, według producenta, 527 litrów, jest jednak dosyć niski. Temu akurat trudno się dziwić, pod spodem znajduje się przecież silnik elektryczny. Ale dzięki przesuwanej kanapie można uzyskać nieco więcej przestrzeni. Po złożeniu oparć mamy do dyspozycji już 1600 litrów przestrzeni ładunkowej, i to akurat jest wynik bardzo przyzwoity. Dodatkowy schowek na kable znajdziemy pod maską. Generalnie jednak – przy sporych gabarytach – wnętrze można było lepiej wykorzystać.

Wzorowa ergonomia

Nie można mieć natomiast zastrzeżeń do ergonomii miejsca pracy kierowcy. Mamy tu miks elementów znanych z innych modeli Hyundaia i kilka nowości – na przykład zmianę przełożeń w pokrętle znajdującym się na końcu dźwigni z prawej strony kolumny kierownicy. Ułożone na wzór Mercedesa w jedną długą „deskę” dwa ekrany, czyli zestaw wskaźników i centralny, są czytelne i proste w obsłudze. Panel klimatyzacji jest tym razem dotykowy, ale działa szybko i intuicyjnie. Jedyna drobna uwaga, to przesłanianie części zestawu wskaźników przez koło kierownicy w jej dolnym położeniu. Fotel jest duży, wygodny i sprawia wrażenie zaprojektowanego pod gust europejski, a nie azjatycki. Ma duży zakres regulacji, a co ważne, elektrycznie sterowane podparcie lędźwiowe.

Plastik…

Z rzeczywistością zderzamy się jednak widząc jakość użytych wewnątrz materiałów. Rozumiem, że chodzi o ekologię, że plastik pochodzi z recyklingu itd. To się chwali, ale… dzisiejsze technologie pozwalają już uzyskiwać z powtórnego przetworzenia materiały, które nie będą straszyć tandetnym wyglądem. Niby w codziennym użytkowaniu to nie przeszkadza, jednak takie twarde i kiepskie plastiki mają tendencję do szybkiego zużywania się, zaczynają trzeszczeć i skrzypieć. W topowym modelu to trochę nie uchodzi.

Tylny napęd

Testowy Hyundai Ioniq 5 to wersja z tylnym napędem, o mocy 218 KM i z baterią o pojemności 73 kWh. Jest słabszy wariant, 170 KM, i z mniejszą baterią 58 kWh. Najmocniejszy natomiast, z dwoma silnikami o łącznej mocy 305 KM oferuje napęd na obie osie. Moment obrotowy tylnonapędowego Ioniqa to 350 Nm, jak to w elektryku dostępnych od samego startu. To się czuje, można pojechać bardzo szybko, choć naturalnie kosztem zwiększonego zużycia. Przy spokojnej jeździe w trybie Eco samochód też do powolnych nie należy, za to utrzymuje zużycie prądu w bardzo rozsądnych granicach, czyli około 15 kWh na 100 km.

Hyundai IONIQ 5
Duży zasięg

Hyundai optymistycznie obiecuje 480 km na jednym ładowaniu. Tak dobrze to nie ma, ale 420 kilometrów realnego zasięgu to też całkiem nieźle. Producent chwali się, że Hyundai Ioniq 5 może być ładowany ze stacji o mocy 350 kW, dzięki czemu uzupełnienie energii z 10 do 80% potrwa 18 minut. Pięknie, ale… takich ładowarek po prostu nie ma. A nawet gdyby gdzieś taką postawić, mogłaby spowodować blackout w całej okolicy. W polskiej rzeczywistości, na zwykłej ładowarce 22 kW, nabicie baterii Ioniqa do pełna zajęło 6 godzin. Faktycznie jednak udało się uzyskać zasięg ponad 400 km i był to zasięg realny, bo tyle właśnie przejechaliśmy.

Generalnie Hyundai Ioniq 5 to bardzo udana konstrukcja, trochę chyba jeszcze eksperymentalna. Mimo to jest jednym z samochodów elektrycznych, które pozwalają trochę zapomnieć o obawie przed zasięgiem. Dla kogoś, kto ma swoją ładowarkę, bądź też łatwy dostęp do publicznej, może być dobrą ofertą, zachęcającą do przesiadki na elektryka. Ja jeszcze dziękuję, postoję, ale kto wie… w końcu i tak będę musiał…

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *