Fala uderzeniowa. Ford Mustang Mach 1 – pierwsza jazda

Chociaż myśliwiec P-51 stał się jednym z symboli amerykańskiej dominacji na europejskim niebie, swoje istnienie zawdzięcza… Brytyjczykom. To Królewskie Siły Powietrzne zamówiły w zakładach North American Aviation projekt całkowicie stalowego myśliwca pościgowego. I to Anglicy nadali samolotowi wdzięczną nazwę Mustang. Tak potocznie nazywano dzikie konie żyjące na amerykańskich preriach – tylko rdzenni Amerykanie, przez pomyłkę nazywani Indianami, potrafili je okiełznać i ujeździć. Nazwa doskonale pasowała do samolotu, który ostatecznie okazał się najlepszą konstrukcją II wojny światowej. Mustang był najszybszy, miał najwyższy pułap i największy zasięg. Eskorta Mustangów pozwoliła dywizjonom bombowym na misje sięgające daleko w głąb Rzeszy. Samolot przeszedł do legendy, służył długo i nie chciał odejść na emeryturę. Ostatni prototyp samolotu szturmowego opartego bezpośrednio na konstrukcji P-51D powstał w roku 1983…

Ford Mustang Mach 1 2021
Historia zaczęła się w 1964 roku

Trudno się dziwić, że Ford, wprowadzając w 1964 roku nowy, mający być przełomem w segmencie sportowych samochodów, model, wybrał dla niego nazwę Mustang. Galopujący konik – symbol modelu – miał oznaczać wolność, szybkość, wszystko to, czego potrzebowało wchodzące właśnie w dorosłe życie pokolenie baby boomers, pierwsze urodzone już po wojnie. Nazwa była też hołdem dla samolotu, co z kolei przemawiało do starszych klientów, w ogromnej większości weteranów wojennych. Ford Mustang był zatem skazany na sukces. Wyprodukowanie pierwszego miliona egzemplarzy zajęło niecałe dwa lata. Ale… podstawowe wersje miały słabiutkie, sześciocylindrowe silniki, przejęte z Falcona, z którym Mustang był technicznie spokrewniony. O mocy można było mówić dopiero przy silnikach V8, i to tylko tych, do których rękę przyłożył Carroll Shelby, tworząc wersje GT350 i GT500.

Ford Mustang Mach 1 2021
Pierwszy Mach 1

Nowy model, przedstawiony w 1969 roku, był już typowym dzieckiem tzw. jet age – okresu fascynacji coraz szybszymi odrzutowcami. Wtedy też powstała wersja Mach 1, dysponująca nie tylko mocnym V8, ale też zmienionym zawieszeniem, które (podobno) pozwalało już skręcać… Marketingowcy Forda wykorzystali zresztą grę słów, mówiąc, że to nie „Mach One” tylko „Mach Won”. Wymawia się tak samo, ale znaczy co innego… One – to jeden, won – to zwyciężył. Jasna sprawa. Kto chce zobaczyć pierwszego Mach 1 w akcji, niech sięgnie do filmu „Gone in 60 seconds”, ale tego oryginalnego, z 1974 roku. Tak, tego, w którym nie gra Nicolas Cage i nie ma „Eleanor”.

Najnowszy Ford Mustang Mach 1 V8

Bogata historia Mustanga pozwala Fordowi wskrzeszać historyczne nazwy w różnych seriach specjalnych. Mieliśmy już Bullitta, a teraz powrócił Mustang Mach 1. To już nie jest niewielki i lekki „pony car”. To wielkie, ciężkie coupé, gdyby postawić je przy oryginalnym Mustangu sprzed 56 lat, różnica byłaby taka, jak pomiędzy Porsche 911 ówczesnym i dzisiejszym. Jedno się jednak nie zmieniło, to silnik V8. Prawdziwy, wolnossący, w którym moc pochodzi z pojemności pięciu litrów, a nie jakichś tam turbin. Konkretnie to 460 KM i 530 Nm. Przenoszonych, naturalnie, na tylne koła. Dla podkreślenia sportowego charakteru zastosowano sześciobiegową manualną skrzynię Tremec.  Cóż, w Stanach umiejętność samodzielnego zmieniania biegów nadal odróżnia posiadacza prawa jazdy od kierowcy.

Sześciobiegowy manual czy dziesięciobiegowy automat?

Obawiałem się trochę tego połączenia – podobną skrzynię zastosowano już w modelu Bullitt i pracowała ona owszem, nieźle, ale ciężko, a sprzęgło wymagało chyba kilotony nacisku. Tutaj, na szczęście, pracuje normalnie, a sama skrzynia jest po prostu genialna. Droga drążka jest króciutka, biegi wchodzą bezbłędnie, potwierdzając wybranie przełożenia delikatnym „wskoczeniem” na właściwe miejsce. A przy redukcji samochód sam z siebie daje międzygaz, zawsze w punkt. Zmiana biegów okazała się zatem jednym z najlepszych punktów samochodu, choć fani świętego przyspieszenia będą zawiedzeni – dostępny w opcji dziesięciobiegowy automat jest szybszy. Do setki z manualem dojedziemy w 4,8 sekundy, a z automatem w 4,4. Nie ma to jednak większego znaczenia, ale przyznaję, że wybrałbym automat. Silnikowi jest wszystko jedno, mocy ma dosyć, a kierowca równie dobrze ubawi się licząc zmienianie przełożeń od 1 do 10. No i mimo wszystko w mieście będzie dużo wygodniej.

Potrafi pływać. Prawie.

Kiedy jechałem do Forda odebrać Mustanga, niebo było mocno zachmurzone. Lepsze to od palącego słońca, ale w naszym umiarkowanym klimacie lato stało się porą monsunową, więc musiało zacząć padać. Miałem więc okazję sprawdzić, jak zachowuje się Mustang Mach 1 w warunkach naprawdę ekstremalnych. Konkretnie, czy umie pływać. Otóż, co jeszcze niedawno nie byłoby możliwe, potrafi. Zwykle tego typu tylnonapędowe samochody na bardzo mokrej nawierzchni raczej sobie nie radzą. Tymczasem Mustang, przy włączonym trybie „śnieg/deszcz” zachowywał się w sposób absolutnie niewzruszony. Rwąca rzeka, w którą zamieniła się ulica, ani na chwilę nie wytrąciła go z równowagi. Przy okazji pozwalał jechać dużo szybciej niż mijane samochody z tylnym napędem, wyraźnie walczące o przyczepność.

Przyczepność i moc

Na szczęście, jak to w porze monsunowej, nawałnica szybko minęła, a woda zniknęła. Można było, na ile warunki w ruchu pozwalały, nacieszyć się odrobiną możliwości prawdziwej motoryzacji. Odrobiną, bo żeby móc wykręcić z Mustanga wszystko, trzeba by odwiedzić kilka torów wyścigowych i przynajmniej jeden drag strip. Tak, tryb jazdy drag race też jest. Jest też torowy, sportowy, ale w normalnym ruchu lepiej z nich nie korzystać. Zresztą nawet w zwykłym trybie trzeba bardzo uważać, bo prędkości znacznie przekraczające dozwolone pojawiają się znikąd.

Co najlepsze, Mustang Mach 1 nie tylko przyspiesza na prostej (to akurat umie każdy muscle car), ale też skręca i hamuje. Owszem, przy zbyt wczesnym dołożeniu na wyjściu trochę zawija tyłem, ale bez obaw – wyprowadza się go delikatnym ruchem kierownicy. Można, oczywiście, wykręcić ponad 7 tysięcy obrotów, ale już z samego dołu auto idzie jak wściekłe, a po przekroczeniu 5 tysięcy strzela do przodu, jak fala uderzeniowa po pokonaniu bariery dźwięku (Mach 1, jakby nie patrzeć). Towarzyszy temu najpiękniejsza muzyka, czyli ryk ośmiu cylindrów. W sumie nie wiem, po co w Mustangu audio Bang&Olufsen. Gra przepięknie, ale krótko. Lepiej wyłączyć, żeby nie zagłuszało silnika. Kompletnie to wszystko zwariowane i bez sensu.

Bo Mustang Mach 1 jest cudownie bezsensowny. Kabina jest owszem, trochę wygodniejsza niż w poprzednich modelach. Ale nadal, żeby cokolwiek widzieć, trzeba usiąść dość wysoko. Zewnętrzne lustereczka nadal są chyba tylko dla ozdoby. Dwa tylne siedzonka są albo miejscem zsyłki, albo przeznaczone dla nieźle wygimnastykowanych dzieciaków. Drzwi są tak długie, że otworzenie ich na parkingu wymaga zajęcia dwóch miejsc. To nie jest samochód do codziennej jazdy. Na podróże do pracy, dowiezienie dzieci do szkoły czy wyprawę po zakupy bardziej przyda się jakaś zwyczajna Kuga, żeby pozostać przy Fordzie. Ale w weekend dobrze wyciągnąć Mustanga z garażu i pojechać na tor.

Legenda

Tak, konkurencja potrafi zrobić lepsze, bardziej dopracowane samochody. Tyle tylko, że dużo droższe. Mustang Mach 1 kosztuje 300 tysięcy złotych. Pokażcie mi samochód, który tyle potrafi, za takie pieniądze. Nie ma? No właśnie. A kupując Mustanga, kupujemy legendę, a nawet coś jeszcze – bo to jeden z ostatnich samochodów, które można nazwać prawdziwymi. Za 20 czy 30 lat, gdy wszystko będzie już zelektryfikowane, Mustangi będą pewnie mieć absolutny zakaz poruszania się. Wtedy będzie można pójść do garażu, uruchomić go i po prostu posłuchać. Bezcenne…

Ford Mustang Mach 1 2021

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *