Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech – test

Nie mam jakiegoś szczególnego przekonania do testów porównawczych. Każdy samochód jest inny, każdy w inny sposób przemawia do potencjalnego nabywcy. Oczywiście, w ramach segmentu można bez problemu porównać twarde dane: objętość bagażnika, rozstaw osi, moc silnika… Jednak ostateczna ocena zawsze będzie skażona subiektywnym „lubię” bądź „nie lubię”. Ale czasami okazja sama wchodzi w ręce.

Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech

Kiedy przyprowadziliśmy na redakcyjny parking dwa najładniejsze (chyba) kombi klasy średniej, czyli Volvo V60 i Peugeot 508 SW, dyskusji właściwie nie było. One, stojąc obok siebie, aż prosiły, żeby je porównać. One, czyli łoś i lew. Niby tak różne, jak to tylko możliwe, ale też paradoksalnie mające ze sobą dość dużo wspólnego.

Volvo V60 B4

Volvo – żadnych niewiadomych. To archetyp, wzorzec wygodnego, rodzinnego kombi. Solidne, bezpieczne, komfortowe. Od dziesięcioleci bez eksperymentów. Taka też jest obecna seria 60 – kombi to kombi, sedan to sedan. Owszem, nie jest już jeżdżącym pudełkiem, ale stylistycznie jest nadal proste, z typowymi tylnymi światłami w słupkach, choć już bez całkiem pionowo poprowadzonej tylnej szyby.

Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech

Klasyczny skandynawski design, podporządkowany funkcjonalności, a mimo to elegancki. Dzisiejsze „sześćdziesiątki” to zresztą najbardziej udane Volvo średniej klasy, i to pod każdym względem. Dostajemy dokładnie to, czego się spodziewamy.

Peugeot 508 SW GT 1.6 Pure Tech

Co innego Peugeot 508. To samochód wyjątkowo designerski, pełen wysmakowanych elementów, o bardzo sportowej linii. Właściwie to kombi, które chce być „shooting brake” – drzwi pozbawione ramek szyb, bardzo pochylona tylna szyba. Zresztą zwykłe 508 też nie jest sedanem, choć na taki wygląda, tak naprawdę to liftback. Piękny samochód, ale niekoniecznie popularny – Volvo widuje się znacznie częściej.

Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech

Peugeot zresztą od pewnego czasu sprawia wrażenie, jakby poszukiwał nowej tożsamości, koniecznie chce być premium i trąbi o tym na każdym kroku. To już nie jest marka, która produkowała niezniszczalne 404 czy 504. Dzisiejsze modele są aż do przesady wystylizowane tak, żeby odróżniać się od jakichkolwiek innych samochodów. I to nie tylko z zewnątrz.

Piętrowy kokpit w Peugeot

Od kilku lat Peugeot z uporem maniaka trzyma się koncepcji „piętrowego” kokpitu, czyli zestawu wskaźników umieszczonego nad kierownicą. Projekt ten zadebiutował w modelu 208 już w 2012 roku i od tego czasu każdy nowy Peugeot ma ten „i-Cockpit”. Rozwiązanie wydawało się genialne – wskaźniki umieszczone nad kierownicą były zawsze widoczne, eliminowały też konieczność używania head-up display. Niżej położona kierownica zapewniała optymalną pozycję poduszki powietrznej, mogła być też mniejsza i – teoretycznie przynajmniej – łatwiej się nią manewrowało. Zawsze jest jednak coś za coś – to rozwiązanie wymaga zupełnie innej pozycji za kierownicą. Bo, choć mała, musi być opuszczona na tyle, żeby zegarów nie zasłaniać. A i fotel trzeba podnieść bardziej niż zwykle.

O ile w małej 208 zupełnie to nie przeszkadzało, o tyle w kolejnych modelach pojawiał się już problem. W efekcie – kierownica przestała być okrągła. Teraz jest już spłaszczonym z góry i z dołu ośmiokątnym wolantem. Dopóki trzymamy ręce normalnie, nic się nie dzieje, ale już obracanie i przekładanie rąk przy zawracaniu do wygodnych nie należy. Można się, oczywiście, przyzwyczaić, ale moim zdaniem rewolucyjny z początku projekt doprowadzono do karykatury.

Ekran

Peugeot na szczęście odpuścił sobie to, co było częścią projektu „i-Cockpit”, czyli sterowanie absolutnie wszystkim przez centralny ekran dotykowy. Przywrócono część przycisków, tuż pod ekranem mamy ładne klawisze do wywoływania funkcji, a pod nimi listwę przycisków sterujących ogrzewaniem szyby czy włączaniem i wyłączaniem systemu start-stop. Są to przyciski – niestety – dotykowe, i w rękawiczce nie da się ich obsłużyć. A że ogrzewanie kierownicy to technologia firmie Peugeot nieznana, albo marzną ręce, albo niczego nie włączamy.

Sam ekran zresztą wzorem ergonomii i szybkości reakcji nadal nie jest. Problemy z ergonomią są jednak nie tylko tam – tempomat nadal obsługuje się „pilotem” wystającym z kolumny kierownicy po lewej stronie. Nie widać go zupełnie, ułożenie przycisków należy więc zapamiętać. Ten układ jest w każdym Peugeocie od chyba dwudziestu lat i dziwię się, że jeszcze niczego z tym nie zrobili. Kłopotliwe jest też ułożenie pedału gazu, który jest umieszczony niemal płasko, prawie jak w samochodach dostawczych. Jego naciskanie powoduje więc konieczność uniesienia stopy, a tym samym napięcia mięśni łydki i oderwania nogi od siedziska. Po dłuższej jeździe prawa noga zaczyna po prostu boleć. I to pomimo bardzo wygodnych foteli z wysokim, dobrze trzymającym oparciem.

Przerost formy nad treścią

Generalnie kabina Peugeota to przerost formy nad treścią – jest po prostu ciasna i klaustrofobiczna. Całkowicie czarne wnętrze jeszcze pogłębia to odczucie. Mimo to samochodem jedzie się całkiem przyjemnie, silnik mruczy sobie cichutko, trochę za dużo tylko dostaje się do wnętrza szumów opływowych – nic dziwnego, szyba pozbawiona ramki w drzwiach nie wchodzi w uszczelkę tak dobrze i wiatr zawsze gdzieś tam znajdzie miejsce, żeby zaszumieć. Peugeot nie opanował także technologii Auto Hold, i pod światłami nogę trzeba cały czas trzymać na hamulcu. Na plus natomiast – doskonale działający Night Vision, wyświetlający ramki wokół sylwetek ludzi i zwierząt, ostrzegając o ich obecności na poboczu. W Volvo tego nie ma.

Volvo V60 w podstawowej wersji Momentum

W Volvo V60 nie ma też wielu innych obecnych w Peugeocie dodatków. To wersja bazowa zwana Momentum, uczciwiej do porównania z najwyższą specyfikacją Peugeota (GT) byłoby wystawić wersję R-Design. Jednak dodatki, których w bazowym modelu nie ma, są oczywiście do dokupienia, chociaż Volvo robi się wtedy naprawdę drogie.

Poza tym wnętrze Volvo to zupełnie inna bajka – jasne, przestronne, zachęcające. Tutaj, tak jak na zewnątrz, dominuje funkcjonalna prostota, bardzo jednak estetycznie upakowana. Oczywiście, wiele funkcji sterowanych jest z centralnego ekranu. Ale to najlepszy i najszybciej reagujący ekran, jaki znam. Wyposażony we własne czujniki ruchu, śledzi zbliżającą się dłoń i „przygotowuje” tę część ekranu, którą chcemy nacisnąć.

Okrągła kierownica i wzorowy ekran

Kierownica jest okrągła, a jakże, a za nią mamy także cyfrowy zestaw wskaźników. Prosty i idealnie czytelny, w formie dwóch okrągłych zegarów. Co prawda niektórych informacji, jak np. temperatura płynu, nie ma w ogóle, a pomiędzy obrotomierzem i prędkościomierzem można wyświetlić tylko nawigację, ale podstawowe wskazania są widoczne natychmiast. Można zresztą dokupić head-up display. Sterowanie tempomatem odbywa się przyciskami na lewym ramieniu kierownicy, niczego nie trzeba więc szukać.

Fotele

Fotele Volvo są od lat wzorcowe, i choć te w samochodzie testowym sterowane są ręcznie (elektrycznie tylko podnoszone) zajęcie idealnej i bezpiecznej pozycji za kierownicą trwa chwilę. Duży pedał gazu wystaje z podłogi pod właściwym kątem, noga zatem nie rozboli. Tym bardziej, że przód siedziska można osobną dźwignią podnieść lub opuścić. Oczywiście, w droższej specyfikacji otrzymamy sterowanie w pełni elektryczne.

Jedyne, czego nie rozumiem (nawet w bazowej wersji) to brak kamery cofania. W samochodzie, który startuje od kwoty mocno sześciocyfrowej, konieczność dopłacania do czegoś tak podstawowego to jednak przesada. Ale, oczywiście, kamery, włącznie z widokiem 360 stopni (w Peugeocie obecne) są dostępne w lepszym wyposażeniu. Volvo jest też lepiej wyciszone, tu wiatru w ramkach drzwi nie słychać. Generalnie w Volvo po prostu czuję się dużo lepiej, przebywanie w tym samochodzie w ogóle nie męczy.

Jedziemy Volvo

Nie męczy też jazda Volvo. B4 to dwulitrowa jednostka benzynowa o mocy 197 KM, wyposażona w układ miękkiej hybrydy 48V. Silnik elektryczny nie tylko zastępuje rozrusznik i alternator, czyniąc uruchamianie samochodu zupełnie niezauważalnym, ale też zapewnia energię do zasilania urządzeń i wspomaga silnik spalinowy przy ruszaniu swoim momentem obrotowym. Volvo jest zatem – jak na niemałe przecież kombi – całkiem dynamiczne. Ośmiostopniowy automat – zresztą dokładnie ten sam, co w Peugeocie – miewa chwile zastanowienia, które przełożenie wybrać, ale za to pozwala ruszać płynnie i nie gubi przy tym przyczepności. Mistrzostwa oszczędności nie osiągniemy, ale spokojnie da się zejść poniżej dziewięciu litrów, a spokojna trasa to już jedynie siedem litrów na 100 kilometrów.

Jedziemy Peugeotem

W Peugeocie z kolei tak dobrze nie ma. Silnik jest mniejszy, ma tylko 1,6 litra pojemności, jest też odczuwalnie słabszy – 182 KM to niby niewiele mniej, ale daje się to zauważyć. Nie ma też miękkiej hybrydy i system start-stop brutalnie kręci rozrusznikiem przy każdym uruchomieniu. Na szczęście łatwo go wyłączyć. Peugeot pali – niestety – tyle samo co mocniejsze Volvo, a średnia wychodzi nawet o ułamki litra większa.

Volvo V60 jest znacznie bardziej komfortowo zawieszone. Na niekorzyść Peugeota 508 SW przemawia też mniejszy o osiem centymetrów rozstaw osi – niby niewiele, ale pasażerowie tylnych siedzeń więcej miejsca będą mieli w Volvo. Z kolei pojemność bagażników jest niemal identyczna. Ten w Volvo ma tradycyjną odchylaną z podłogi półeczkę do mocowania siatek z zakupami. W Peugeocie natomiast w podłodze są listwy z przesuwanymi zaczepami do mocowania bagażu. Klapa Volvo jest też większa i wyżej się podnosi, co ułatwia dostęp.

Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech

Ceny…

Na koniec – cena. Peugeot 508 SW w specyfikacji GT i z dodatkami z egzemplarza testowego kosztuje 200 tysięcy złotych. Volvo V60 B4 w porównywalnej wyposażeniowo wersji R-Design i też z kilkoma dodatkami (obecnymi w Peugeocie) jest o około czterdzieści tysięcy droższe. Trudno – do mnie łoś przemawia bardziej. Mam jednak świadomość, że dla ludzi kupujących oczami Peugeot 508 SW będzie lepszym wyborem. Na pewno bardziej rzuca się w oczy. Czy jest ładniejszy, to kwestia gustu. Obiektywnie jednak, Volvo V60 to absolutnie prawdziwe premium. Peugeot – niekoniecznie, choć jest na dobrej drodze. Ale do mety jeszcze daleko.

Łoś kontra lew. Volvo V60 B4 kontra Peugeot 508 SW 1.6 Pure Tech

O obu samochodach możecie posłuchać także w 43 odcinku podcastu motoryzacyjnego Overdrive, a test porównawczy obu samochodów nagrany przez Macieja Pertyńskiego obejrzeć na kanale Pertyn Ględzi.

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Nasze pozostałe testy znajdziecie tutaj.


Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to możesz nas wspierać za pośrednictwem serwisu PATRONITE. Uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji. Dla wspierających fanów przewidujemy między innymi: dostęp do zamkniętej grupy na facebooku, własny blog na naszej stronie, gadżety, możliwość spotkania z naszą redakcją, uczestniczenie w testach. Zapraszamy zatem na nasz profil na PATRONITE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *